• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Nikogo się nie boję

    Rozmowa z aktorką Aliną Janowską

    |

    GN 52/2006

    dodane 27.12.2006 09:06

    O ocaleniu z Pawiaka, machaniu nogą i ucieczce przed wilkami z aktorką Aliną Janowską rozmawiają Marcin Jakimowicz i Dominik Jabs

    Taka aktywna kobieta nie nudzi się, odmawiając Różaniec?
    – Nauczyłam się modlić w Medjugorie. Boże, jaka ja tam byłam szczęśliwa. Siedziałam między ludźmi, odmawiali Różaniec. Niczego nie pokazywali na zewnątrz. Ja tam zrobiłam prawdziwy wyczyn sportowy. No przecież musiałam coś ofiarować Panu Bogu. Pokonałam swoją słabość. Mam chore kolano. Z siatkówki. W Garwolinie szykowaliśmy się do meczu z Dęblinem. Byłam oczywiście kapitanem drużyny. Wyskoczyłam do ścięcia, noga wpadła mi w dołek i odwróciła się. Stopę zobaczyłam przed nosem. Zawyłam z bólu. Chłopcy wzięli mnie na ręce. Nie było żadnego doktora. Znaleźli weterynarza (ja ich nawet wolę od lekarzy). Kolega niósł mnie i nagle się potknął, a noga… sama wpadła na miejsce.
    W Medjugorie chciałam wejść na Kriżevac. Góra wysoka, kamienista. Jak ja, staruszka, tam wejdę? Wstałam o 4 rano, idę, idę, a tu nagle: trach: noga mi wyskoczyła. Kolano na drugiej stronie. No to ja swoim systemem położyłam się na środku jezdni i zaczęłam machać nogą. Niech sama wskoczy. Parę samochodów grzecznie mnie minęło. W końcu noga wróciła na miejsce. Ale bolało. Jak tu wejść? Panie Boże, ofiaruję Ci ten ból – pomyślałam. I zaczęłam się wdrapywać. Przede mną pan z córeczką: Pani Alino, może pani ewentualnie się o mnie oprzeć. A ja mówię: Nie ewentualnie, ale podstawowo będę się na panu opierała. Ta córeczka podnosiła mnie na duchu. Ona wejdzie, a ja nie? I weszłam na wschód słońca. Matko święta, udało się! Ale jak wrócić? To gorsze niż wchodzenie. Patrzę, a tu polska grupa, jakiś facet prowadzi rozważania. Skąd ja znam ten głos? Patrzę, a to perkusista, Jan Budziaszek. Pokazuję ludziom, żeby byli cicho, podchodzę od tyłu i zamykam mu rękami oczy. Wszyscy rechoczą. Gdy mnie zobaczył, rzuciliśmy się sobie w objęcia. Na następnej stacji spotkałam znajomego księdza. Zobaczył mnie i woła: Pani Alino, w imię Ojca i Syna... A ja mówię: Co się ksiądz do mnie żegna? Do krzyża niech się ksiądz żegna. I znów śmiech. W końcu zeszłam! Udało się! – myślę, a tu nagle noga znów wyskakuje. Auuu! Na dole zobaczyła mnie jakaś Polka, która trzymała pod pachą zielony dywan i nagle rozwinęła mi go pod nogi. Położyłam się na tym dywanie i zaczęłam machać nogą. Pielgrzymi zgłupieli. Co ona robi? Noga wskoczyła i nie miałam z nią więcej problemu.

    Niebawem święta. Jaka choinka stanie w pokoju: prawdziwa czy sztuczna?
    – Prawdziwa. Kiedyś stała tutaj, odbijała się w lustrze, a potem jeszcze w oknie. I tym sposobem były trzy choinki. Mały las.

    Które święta zapamiętała Pani szczególnie?
    – Oj, nie macie tyle czasu. Mogę opowiadać i opowiadać. Jeździliśmy pod Lidę, po świerk i napadły nas wilki. Tata miał na szczęście pochodnie i rzucał je za siebie. Odgonił je. Wilczycę zastrzelono. Zostawiła dzieci. Przyjechaliśmy do domu z choinką i małymi wilczkami. Zbudowaliśmy im domek wśród brzóz. Gdy podrosły, wypuściliśmy je. Taką Gwiazdkę pamięta się do końca życia!

    «« | « | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół