• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Zdjęcia, które wstrząsnęły Ameryką

    Edward Kabiesz

    |

    GN 32/2008

    dodane 06.08.2008 09:41

    Te dwa zdjęcia zszokowały nie tylko Amerykę i przyczyniły się do szybszego zakończenia wojny w Wietnamie.

    Wojna wietnamska nie bez powodu nazywana jest pierwszą wojną telewizyjną. Wraz z eskalacją konfliktu do Południowego Wietnamu przybywało coraz więcej dziennikarzy i fotoreporterów, bo środki masowego przekazu poświęcały mu coraz więcej uwagi. Wyjątkową rolę odegrały tu telewizyjne relacje, jakie oglądali codziennie Amerykanie na małym ekranie. Jednak trudno przecenić wpływ, jaki na kształtowanie się nastrojów opinii publicznej miały dwa zdjęcia zrobione w dramatycznych okolicznościach. Znajdują się one w każdym opracowaniu poświęconym historii fotografii. Pewne jest, że spotęgowały negatywne nastawienie znacznej części społeczeństwa do udziału w przedłużającym się konflikcie w Wietnamie. A z tym liczyli się politycy w Waszyngtonie. Ostatecznie pozostawili Republikę Wietnamu na pastwę komunistów z Północy.

    Zabiłem generała
    Zdjęcia, o których mowa, z chwilą publikacji zaczęły żyć własnym życiem. Niezależnie od intencji ich autorów. Za każdym z nich, pomijając symboliczną wymowę, kryją się osobiste, ludzkie dramaty, do których przyszłość dopisała niespodziewaną pointę. Zostały zrobione w odstępie pięciu lat, w różnych fazach wojny. „W 1969 roku dostałem Pulitzera za zdjęcie, na którym jeden mężczyzna strzela do drugiego. Generał zabił członka Vietcongu, a ja zabiłem generała swoim aparatem fotograficznym” – mówił zmarły w 2004 roku Eddie Adams o szokującym zdjęciu, które w 1968 roku obiegło świat. I dodaje: „Fotografia dalej jest najbardziej niebezpieczną bronią na świecie. Ludzie wierzą temu, co widzą na zdjęciu, ale zdjęcia, nawet bez manipulacji, też kłamią. Pokazują tylko część prawdy”. 30 stycznia 1968 r. Vietcong, czyli komunistyczna partyzantka, i oddziały armii Północnego Wietnamu rozpoczęły wielką ofensywę w Południowym Wietnamie. Zaatakowano większość miast i osiedli, w tym Sajgon. Komuniści liczyli na wybuch ludowego powstania przeciw legalnemu rządowi i wspierającym go wojskom amerykańskim. 2 lutego Eddie Adams wraz z operatorem telewizji NBC pojechał do Chalon, chińskiej dzielnicy Sajgonu. Gdzieś w pobliżu miały toczyć się walki. Tam zobaczył eskortowanego przez dwóch żołnierzy człowieka w cywilnym ubraniu. Cały czas robił im zdjęcia z bliskiej odległości, kiedy nagle żołnierze puścili więźnia. Podszedł do niego jakiś oficer i wyjmując pistolet z kabury, strzelił mu w głowę. Tę samą scenę zarejestrował operator NBC. Oficer podszedł do zszokowanych dziennikarzy i powiedział: „Oni zabili wielu naszych ludzi, mam nadzieję, że Budda mi wybaczy”. Zdjęcie i nagranie telewizyjne wzmogło antywojenne nastroje w Ameryce. Stało się właściwie ikoną ruchów antywojennych w USA i na świecie.

    Był bohaterem
    Ofiarą uwiecznioną na zdjęciu był Nguyen Van Lem, agent Vietcongu. Organizował zamachy i zabójstwa policjantów i ich rodzin. Egzekucję wykonał generał Nguyen Ngoc Loan, szef południowowietnamskiej policji. Zdaniem dziennikarzy, szczególnie bezwzględnie zwalczał tych, którzy atakowali cywilów. Adams czuł się winny, że jego zdjęcie zdemonizowało generała Loana w oczach całego świata. Po publikacji zdjęcia Associated Press wysłało Adamsa, by zebrał informacje o Loanie. „Dowiedziałem się, że ten facet cieszył się sympatią Wietnamczyków. W ich oczach był bohaterem i smuci mnie fakt, że nikt o tym wtedy nie napisał” – mówił później Adams, który z generałem utrzymywał kontakty do końca życia. W maju 1968 roku Loan został cięż-ko ranny w czasie ataku na stanowisko karabinu maszynowego Vietcongu. Uratował go australijski fotograf, który na plecach doniósł generała za linię ognia. Po rekonwalescencji Loan zajmował się zaopatrzeniem szpitali i pomocą sierotom wojennym.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół