• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Zwyciężyło Słowo

    Edward Kabiesz

    |

    GN 10/2007

    dodane 07.03.2007 21:37

    Po premierowym pokazie ekranizacji „Tryptyku rzymskiego” w krakowskim kinie „Kijów” zaległa cisza. Po chwili rozległy się grzecznościowe brawa. Owacji nie było.

    Marek Luzar na pomysł realizacji filmu wpadł zaraz po ukazaniu się książki Jana Pawła II na polskim rynku. Ideą przewodnią powstania ekranowej wersji poematu była popularyzacja treści zawartych w poemacie. Pierwsze prace nad filmem rozpoczęły się w Bielsku w 2003 roku.

    Reżyser potrafił zarazić swoim entuzjazmem grono współpracowników, a ks. biskup Tadeusz Rakoczy, ordynariusz diecezji bielsko-żywieckiej, powołał Wydawnictwo i Studio Filmowe „Anima Media”, które rozpoczęło produkcję filmu. Premierę zapowiadano w ubiegłym roku, ale projekt w czasie realizacji rozrósł się i prace nad nim trwały dłużej. Początkowo miał liczyć około 20 minut, ostatecznie trwa ponad godzinę.

    Ambitne zadanie
    Jak na tak ambitnie zamierzone przedsięwzięcie twórcy dysponowali bardzo skromnymi środkami finansowymi. Jego realizacja nie byłaby możliwa, gdyby nie pomoc sponsorów. Dotacja w wysokości 550 tysięcy złotych z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej pokryła tylko część kosztów. Znaczącego wsparcia udzieliła studiu firma Techmex z Bielska-Białej, która przekazała na potrzeby produkcji komputery i najnowsze oprogramowanie.

    Twórca filmowej wersji „Tryptyku rzymskiego” realizował dotychczas filmy animowane i dokumentalne, ekranizacja poematu Papieża jest jego największym przedsięwzięciem. Postawił przed sobą niezwykle ambitne, ale zarazem trudne zadanie. Przedstawienie dzieła, nazywanego także testamentem Jana Pawła II, w formie wizualnej, by poprzez zdjęcia, plastykę inspirowaną freskami Michała Anioła z Kaplicy Sykstyńskiej, animację oraz teatr wizji i ruchu, przybliżyć od- biorcy jego przesłanie.

    „Tworząc film musiałem zna- leźć sposób odczytania sensów ukrytych w słowach poematu” – mówił Marek Luzar w rozmowie z „Gościem Nie- dzielnym”. Czy znalazł? Czy poezję, i to tak wielowarstwową, operującą metaforą, skrótem, odwołującą się do filozofii i teologii, do tradycji Starego Testamentu, do wielkiego malarstwa i opisów przyrody, można w ogóle przenieść na ekran? Wydaje się, że byłoby to zadanie dla twórcy filmowego o talencie na miarę Michała Anioła.
     

    Więcej w drukowanej wersji Gościa Niedzielnego
    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół