• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Cisza też krzyczy

    Edward Kabiesz

    |

    GN 05/2007

    dodane 06.02.2007 11:47

    Philipowi Gröningowi udała się rzecz niesłychana. Zrealizował film w miejscu dotąd niedostępnym dla zwykłego śmiertelnika. W Grande Chartreuse, klasztorze kartuzów w Alpach Francuskich.

    Na realizację filmu czekał od 1984 roku, bo wtedy zrodził się jego projekt. Dopiero dziewiętnaście lat po pierwszym spotkaniu z przeorem klasztoru usłyszał przez telefon: „Jesteśmy gotowi”. Oznaczało to zgodę na robienie zdjęć w klasztorze, gdzie nie mają wstępu turyści ani dziennikarze. Tylko raz, w 1960 roku, dwóch dziennikarzy wpuszczono na teren kartuzji, ale nie mogli fotografować zakonników.

    Zakon kartuzów powstał w 1084 roku. Założył go św. Brunon z Kolonii. Obok trapistów i kamedułów, jest to zakon o najbardziej surowej regule w Kościele katolickim. Kartuzi poszukują Boga w samotności. Z reguły nie przyjmują odwiedzin, nie używają radia ani telewizji. Informacje o tym, co dzieje się na świecie, uzyskują od przeora. Dwa razy w roku, w czasie nazywanym przez nich okresem kontemplacji, mogą odwiedzać ich członkowie rodziny. Spotykają się w kaplicy, gdzie każdego dnia odprawiana jest liturgia, oraz podczas południowego posiłku w niedziele. Raz w tygodniu mogą wyjść na spacer poza klasztor.

    Reżyser-pustelnik
    Zdjęcia do filmu rozpoczęły się wiosną 2002 roku, a Gröning spędził w klasztorze prawie sześć miesięcy. Na co dzień towarzyszył mnichom z kamerą, jednak musiał doświadczyć pustelniczej egzystencji. Tylko tak mógł się do nich zbliżyć. Miał szczęście. W czasie kręcenia zdjęć przyjęto do klasztoru dwóch nowicjuszy. – Brałem udział w ich życiu, codziennych obowiązkach, żyłem w celi jak mnich. Byłem częścią tej niezwykłej równowagi, opierającej się równocześnie na osamotnieniu i wspólnocie. Nakręciłem tam film, nagrałem dźwięk, opracowałem ostateczną wersję… Była to moja podróż w głąb ciszy – mówi.

    Z nakręconego materiału powstał pełnometrażowy film, jego krótsza wersja dla telewizji, album ze zdjęciami oraz płyta z nagraniami Mszy i psalmów. W ubiegłym roku „Wielka cisza” otrzymała nagrodę Europejskiej Akademii Filmowej jako najlepszy film w kategorii filmu dokumentalnego.

    Film jak modlitwa
    Ten film przeżywa się jak modlitwę. Modlitwę w ciszy i skupieniu. Oglądamy powtarzające się codziennie zwyczajne zajęcia mnichów. Przygotowanie posiłków, pracę, a za chwilę modlitwę. W filmie nie znajdziemy zbędnego kadru. Każdy z nich ma znaczenie, podobnie jak wszystko, co według odwiecznej reguły wykonują mnisi.

    W filmie nie ma żadnego komentarza. Jest zbędny. Wchodzimy w świat ciszy, gdzie nie dociera zgiełk i hałas współczesnego świata. Istnieje tylko tu i teraz. Zastanawiamy się, który z tych światów jest bardziej autentyczny, który daje nam szansę znalezienia się bliżej Boga. To film dający wrażenie, że prawie trzy godziny spędzamy z ludźmi, którzy Go znaleźli. Film, w którym cisza krzyczy.

    Wielka cisza; reż. Philip Gröning, Francja/Szwajcaria/Niemcy 2005

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół