Nowy Numer 07/2018 Archiwum

Trzej panowie w Krakowie

Austriak Erich Hackl, autor dokumentalnej książki „Wesele w Auschwitz”, spotkał się w Krakowie z jednym ze swoich bohaterów, o którym myślał, że nie żyje – 79-letnim Wilhelmem Brasse, fotografem z Oświęcimia.

Brasse, syn Austriaka i Polki, biegle włada niemieckim. Choć dzieli ich z Hacklem prawie 40 lat, właśnie po niemiecku rozmawiali o tamtych czasach, jakby to było wczoraj. Podpowiadali sobie znajome nazwiska bohaterów tamtych wydarzeń. Tyle że Brasse znał ich osobiście, a Hackl – z materiałów źródłowych. Towarzyszył im reżyser, Irek Dobrowolski, który rok temu skłonił Brassego po latach milczenia do zwierzeń i nakręcił film „Portrecista”. – Takiego bohatera każdy dokumentalista ma szczęście spotkać tylko raz w życiu – stwierdziłł.

Dobry kapo i Hiszpanka
„Wesele w Auschwitz” to dwudziesta książka wydana w serii „Kroki – Schritte”, prezentującej autorów z Niemiec, Austrii i Szwajcarii. Wybitny prozaik austriacki Erich Hackl, twórca między innymi poczytnego „Pożegnania z Sydonią”, zrekonstruował w niej autentyczne wydarzenia, które miały miejsce w obozie zagłady. Opowiada je dwudziestu kilku bohaterów. – To historia przekazywana przez świadków wydarzeń, strzępkami, kawałkami, każdy z nich znał „swoją” prawdę. 18 marca 1944 roku, o godzinie 11.00, w urzędzie stanu cywilnego KZ Auschwitz wzięli ślub więzień nr 25173 Austriak Rudi Friemel i Margarita Ferrer, Hiszpanka z pochodzenia, pracująca w obozie pracy przymusowej w Niemczech. Przyjechała tylko na jeden dzień i noc, potem wróciła do swojego obozu. Rudi został i jakiś czas potem spróbował ucieczki. Nie udało się.

– To był bardzo dobry człowiek, życzliwy, z wykształcenia mechanik samochodowy – wspominał Brasse. – Został kapo w warsztacie samochodowym, umożliwiał tam pracę moim krajanom z Żywca. To był jedyny przypadek, że Himmler wyraził osobistą zgodę na ślub w obozie. Tego dnia więźniowie byli ubrani „po cywilnemu”. Zachowało się ich zdjęcie ślubne. Oboje uśmiechnięci, jakby przenieśli się w inną rzeczywistość. Zrobił je fotograf, który – jak pisze Hackl – potem wręczył nowożeńcom kwiaty. Był nim Wilhelm Brasse.

Książki z dalszym ciągiem
– Potem grupa próbujących ucieczki więźniów austriackich, a wśród nich Friemel, trafiła na szafot – wspomina Brasse. – Słyszałem, jak przed egzekucją wznosili okrzyki, co rzadko w obozie się zdarzało: „Niech żyje Austria”, „Swoboda”. To był 30 grudnia 1944.

Erich Hackl od 1981 r. zajmuje się pisaniem – można powiedzieć – „literatury obozowej”, dotykającej czasów II wojny. Temat „wesela w Auschwitz” wywołał jego austriacki przyjaciel, fotograf, który natknął się na tę ślubną fotografię wykonaną przez Brassego. – Rzucił mi ją na biurko: „Ponieważ ciebie zawsze interesowały historie związane z Hiszpanią, a tu jest Hiszpanka, napisz coś o tym” – powiedział. Hackl – jak uważa zajmujący się serią Jacek St. Buras – zawsze stara się, żeby jego książki coś ocalały i odkrywały. Zawsze też mają jakiś dalszy ciąg, już nie literacki, ale życiowy. Tak się stało w tym przypadku. „Wesele w Auschwitz” doprowadziło do spotkania autora z Wilhelmem Brasse. Hackl dotarł też do syna i wnuka Rudiego Friemela, żeby poznać dalsze losy rodziny. – Ten motyw ocalenia prawdy o przeszłości popycha mnie do pisania – mówił. – Czuję wspólnotę z ludźmi, którzy żyli przed nami. Ich historie wzbogacają nie tylko mnie, ale myślę, że i czytelników.

« 1 »
oceń artykuł

Reklama