• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Przyjacielski dowód

    Sebastian Musioł

    |

    GN 35/2005

    dodane 01.09.2005 07:34

    Bohaterami książki ks. Janusza Tarnowskiego „JAK WYCHOWYWAĆ? UCZYĆ SIĘ OD WYCHOWANKÓW (PRZYJACIÓŁ)” są ludzie na pierwszy rzut oka zwyczajni. Nie widujemy ich w telewizji, nie czytamy o nich w gazetach. Po prostu żyją gdzieś obok, pracują, mają rodziny, wstąpili do zakonu albo są kapłanami.

    Czyżby jedynym, co ich wyróżnia, była znajomość z autorem książki? I tak, i nie. Tak, bo na książkę składają się rozmowy, jakie ks. Tarnowski przeprowadził ze swymi przyjaciółmi. Rozmowy opowiadają historie tych znajomości, a „przy okazji” prezentują rozmówców. Mówią oni trochę o sobie, o okolicznościach pierwszego spotkania i o rozwijającej się przyjaźni. A są to znajomości trwające niekiedy nawet 60 lat!

    Wypada więc wyjaśnić, dlaczego nie wystarczy być znajomym ks. Tarnowskiego, żeby stać się bohaterem książki. Doświadczony pedagog, wychowawca i teoretyk, zbiera i podsumowuje w ten sposób swoje doświadczenia. Książka jest trzecim etapem starannie przemyślanego (i przetestowanego, jeśli wolno użyć tego sformułowania) credo pedagogicznego.

    Wieloletni profesor warszawskich uczelni wciąż uważa się za spadkobiercę Janusza Korczaka. Przez lata dopracowywał swą teorię pedagogiki personalno-egzystencjalnej. Pod tą skomplikowaną nazwą kryje się dosyć proste przekonanie: wychowanie, choć to najtrudniejsza ze sztuk, może „się udać”. Niekoniecznie dzięki starannie zaplanowanym procesom, bez stosowania wyrafinowanych metod, a nawet bez wyznaczania celów. Ksiądz Profesor pyta: o co chodzi w wychowaniu? (temu poświęcił pierwszy tom trylogii), kto może być wychowawcą? (to w drugim tomie), by wreszcie zapytać o „wychowanka”. W dużym skrócie chodzi o to, że zarówno nauczyciel, jak i uczeń są ludźmi. Zabawne, ale są tacy, którzy o tym zapominają. Nie uwzględniają, że jeden i drugi mają swoje potrzeby, że właściwie stale się rozwijają, że proces wychowawczy nie jest jednostronny, że stawia pewne wymagania itd., itp.

    Lektura trzeciego tomu trylogii (która, jak przewiduje autor, stanie się niebawem tetralogią) może zaskoczyć. Nie przypomina w żaden sposób usystematyzowanego dzieła naukowego. Wydaje się wręcz chaotyczna, bo co mają ze sobą wspólnego historie rodzinne, analizy osobowości, kulisy aplikacji asesorskiej, albo sposób na studia w Izraelu. Ano mają. Za pomocą tej zręcznej metody dialogowej, ks. Tarnowski daje nieźle do myślenia. Okazuje się bowiem, że różnorodne spotkania, barwne osobowości, spostrzeżenia i zdarzenia układają się w przekonywający dowód pedagogiczny.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół