• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • I cóż, że ze Szwecji!

    Ks. Tomasz Jaklewicz

    |

    GN 31/2010

    dodane 05.08.2010 13:25

    Między Vadsteną, miastem św. Brygidy, a Alvastrą, gdzie stoją ruiny średniowiecznego klasztoru cystersów, wyrósł nowy benedyktyński klasztor Świętego Serca (Heliga Hjärtas Kloster). Żyją w nim Szwedki (!), byłe luteranki, dziś katoliczki.

    Siostrę Paulę spotkałem parę lat temu w Krościenku. – A siostra to skąd jest? – Jestem benedyktynką ze Szwecji. – Ze Szwecji? – A tak… i cóż, że ze Szwecji! Nie mieściło mi się w głowie, jak to możliwe, że w protestanckiej Szwecji istnieje klasztor benedyktynek. Polacy i Polki bywają wszędzie, więc to nie dziwi, ale 20 benedyktynek, oryginalnych Szwedek, wywodzących się z Kościoła luterańskiego, to coś kompletnie zaskakującego! Co więcej, to zupełnie nowy klasztor, wybudowany od podstaw, poświęcony w roku 1997! Bóg jest wielki, a moja głowa, widać, mała. – Właśnie się zastanawiałam, kiedy ksiądz wreszcie do nas przyjedzie – usłyszałem w słuchawce znajomy głos. Lubię takie powitania. Benedykt zalecał gościnność już 1500 lat temu. Siła tej tradycji jest potężna. Klasztor widać z daleka, z drogi między Vadsteną i Alvastrą. Na duchowej mapie Szwecji te dwa miejsca są ważne. Vadstena, miejsce spoczynku i kultu św. Brygidy, tam powstał pierwszy klasztor brygidek; w Alvastrze stoją do dziś ruiny klasztoru cystersów, fundacja z czasów św. Bernarda z Clairvaux. Wąska droga prowadzi wśród zbóż. Wokół całkowita cisza. W pobliżu jezioro Wetter i rezerwat przyrody na wzgórzu Omberg. Drewniana tabliczka przy drzwiach oznajmia: „Heliga Hjärtas Kloster”. Dzwonimy na furtę.

    Luteranka zakłada klasztor
    Siostry Paula i Anna opowiadają szczegółowo historię tego niezwykłego miejsca. Wszystko zaczęło się od młodej Szwedki Gunvor Pauliny Norrman, która zapragnęła życia oddanego całkowicie Bogu. Powiedzielibyśmy po katolicku, że poczuła powołanie do życia zakonnego. Sęk w tym, że jak prawie wszyscy Szwedzi, była luteranką i nie bardzo wiedziała, jak ma je zrealizować w swoim Kościele. Protestanci od początku reformacji odrzucili życie zakonne jako sensowny i Boży pomysł na chrześcijańskie życie. W latach 30. XX wieku Gunvor pracowała w domu dla dziewcząt z problemami. Ośrodek był państwowy, ale w pracy wychowawczej pomagały jej chrześcijańskie zasady. Coraz wyraźniej odkrywała, że nie założy rodziny, ale chce żyć we wspólnocie, dla Boga i dla innych.

    Okazało się, że nie była sama z tymi pragnieniami. W latach 40. zgromadziła wokół siebie inne samotne kobiety, które chciały podjąć stałe zobowiązanie do wspólnego życia. Po II wojnie światowej Gunvor Norrman trafiła z kilkoma towarzyszkami do Trewiru. Szwedki przyglądały się z bliska życiu katolickich zakonów. Chciały przekonać się na własne oczy, że takie życie jest w ogóle możliwe. Szukały wzorów, których w ogóle nie miały w swoim Kościele. – To była droga trudnego eksperymentu – tłumaczy siostra Paula. – Pójście nią oznaczało zrobienie czegoś, czego nikt w otoczeniu nie zrozumie. I rzeczywiście początkowo nikt tego rozumiał, ale dzieło rosło. Pierwsza wspólnota pojawiła się w Szwecji, a potem kolejne w Danii i Finlandii. Czytając Biblię, kobiety odkryły Maryję jako wzór tej, która mówi Bogu „tak”. Stąd powstała nazwa wspólnoty – Córki Maryi. To miał być klasztor w świecie. Gunvor Norrman stała się Pauliną Mariadotter („córka Maryi”).

    Pierwszy dom Córek Maryi, funkcjonujący do dziś, powstał w Vallby koło Enköping. Ewangelickie zakonnice noszą błękitne habity na cześć Maryi, składają śluby, zobowiązują się do życia we wspólnocie. Mieszkają w małych domach, przyjmują do siebie na kilka dni kobiety, które chcą się z nimi modlić bądź są w kryzysie lub też szukają pogłębienia wiary. Dziś jest ich w całej Skandynawii około 30.
    Szwedzki Kościół luterański odnosił się początkowo z rezerwą do tego nowego zjawiska. Córki Maryi nie były odosobnionym przypadkiem – po II wojnie światowej w Szwecji pojawiło się więcej podobnych inicjatyw. Tu i ówdzie wiązało się to z przechodzeniem na katolicyzm pojedynczych osób i całych wspólnot. Dopiero w 1990 roku biskupi luterańscy wystosowali list, w którym uznali, że życie zakonne jest autentyczną formą życia chrześcijańskiego i jest to dar dla Kościoła.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół