• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Wyborcza powściągliwość

    Bogumił Łoziński

    |

    GN 31/2010

    dodane 05.08.2010 12:20

    Wbrew opiniom licznych publicystów w czasie wyborów prezydenckich Kościół ani nie poparł Jarosława Kaczyńskiego, ani nie odrzucił Bronisława Komorowskiego. W jedynym oficjalnym stanowisku episkopat przypomniał jedynie o obowiązku głosowania.

    Choć poszczególni biskupi formułowali kryteria wyboru, żadnego z kandydatów nie wskazali, a pojedyncze przypadki agitacji ze strony księży nie mogą być podstawą do uogólnień.

    Mity i schematy
    Wśród powyborczych analiz mamy prawdziwy festiwal tekstów oceniających stosunek Kościoła katolickiego do wyborów prezydenckich. Mimo różnych autorów powtarza się ten sam schemat. Powszechnie obowiązująca jest teza o wielkiej aktywności duchownych w czasie kampanii i poparciu Kościoła dla kandydata PiS. Red. Tomasz Wołek w tekście „Czwarta klęska prezesa” w „Rzeczpospolitej” oskarżał postawę Kościoła w kampanii ze szczególną ostrością: „Nachalna, prymitywna agitacja, pełne jadu i nienawiści homilie, straszenie grzechem ciężkim, nazywanie niechcianego kandydata szatanem” – to tylko niektóre z mocnych stwierdzeń. Z kolei red. Cezary Michalski w „Newsweeku” ogłosił Polakom, że „Kościół przegrał wybory” i przekonywał, że „zobaczyliśmy wyraźny przechył Kościoła w stronę kandydata PiS”.

    A dalej postawił tezę, że to zaangażowanie było największe od 1991 r., gdy duchowni popierali Wyborczą Akcję Katolicką. W „Polityce” red. Adam Szostkiewicz przestrzegał: „polityczna nadpobudliwość Kościoła w i po kampanii prezydenckiej – to poważny problem dla polskiego katolicyzmu i naszej demokracji”. Co charakterystyczne, większość autorów stawiała swoje tezy bez popierania ich konkretnymi przykładami, myląc swoje ideologiczne założenie z rzeczywistością. Większą rzetelność wykazała red. Katarzyna Wiśniewska z „Gazety Wyborczej”, która w tekście „Kościół po wyborach podzielony” tezę, że „dawno w Kościołach nie było takiej mobilizacji” poparła konkretnym przykładem aż dwóch kapłanów, którzy agitowali za Kaczyńskim. W innych tekstach podawała fragmenty wystąpień duchownych czy biskupów, które – jej zdaniem – były agitacją. Celowo podkreślam „jej zdaniem”, bo cytowane słowa nie mówiły wprost na kogo głosować, dlatego potrzebna była ich interpretacja pod tezę dziennikarki.

    Rzeczywistość jest bardziej złożona
    Zwykle stawiamy tezy na podstawie przesłanek, które mają miejsce w rzeczywistości. W przypadku oceny zaangażowania Kościoła w kampanię prezydencką niewątpliwie można znaleźć przykłady na poparcie tez stawianych przez wspomnianych publicystów. Jednak pojedyncze przykłady to zdecydowanie za mało, aby formułować wnioski ogólne. Stosując taką metodę, można znaleźć równie dużo przykładów poparcia ze strony środowisk kościelnych dla Bronisława Komorowskiego. To prawda, że w czasie kampanii zdarzali się księża, którzy z ambony agitowali za Kaczyńskim. Ale znam też przypadek, gdy proboszcz jednej z warszawskich parafii zakończył kazanie hasłem kandydata PO: „Zgoda buduje”.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół