• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Więcej Vianneyów!

    Szymon Babuchowski, zdjęcia Jakub Szymczuk

    |

    GN 31/2009

    dodane 02.08.2009 23:26

    Dziś, jak nigdy, potrzeba światu takich Vianneyów. Skoro jeden kapłan oddany Bogu może porwać tylu ludzi, to jest jeszcze dla nas nadzieja.

    Gęsta mgła spowija okolicę Ars. Ks. Vianney idzie z Ecully, oddalonego o 30 km. Za nim, na wozie, jedzie cały dobytek: drewniane łóżko, trochę książek i węzełek z odzieżą. „Nie ma w Ars zbyt wiele Bożej miłości i trzeba ją tam zanieść” – słyszy w głowie. We mgle zgubił drogę. Nagle na opustoszałych łąkach dostrzega grupkę pastuszków. Mówią gwarą i ks. Vianney musi kilkakrotnie powtórzyć pytanie, zanim go zrozumieją. Wreszcie jeden z nich wskazuje nieznajomemu kierunek. – Kochany chłopcze – dziękuje kapłan – ty mi pokazałeś drogę do Ars, a ja ci wskażę drogę do nieba.
     



    Św. Jan Maria Vianney 1786–1859


    Konfesjonał oblężony
    Docieramy do Ars w słoneczne lipcowe przedpołudnie. Ze wzgórza tym razem widać wyraźnie miasteczko i wieże kościoła, który od tamtego czasu bardzo się rozrósł. W miejscu, gdzie św. Jan Maria Vianney rozmawiał z pastuszkiem, dziś stoi pomnik przedstawiający tę scenę. Jeden z tutejszych mieszkańców, przechodząc z psem, zatrzymuje się w tym miejscu na modlitwę. Klęka pod figurą, a potem siada na ławeczce i czyta Biblię. Ksiądz Vianney do dziś zbiera plony swego siewu.


    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół