Nowy Numer 07/2018 Archiwum

Więcej Vianneyów!

Dziś, jak nigdy, potrzeba światu takich Vianneyów. Skoro jeden kapłan oddany Bogu może porwać tylu ludzi, to jest jeszcze dla nas nadzieja.

Gęsta mgła spowija okolicę Ars. Ks. Vianney idzie z Ecully, oddalonego o 30 km. Za nim, na wozie, jedzie cały dobytek: drewniane łóżko, trochę książek i węzełek z odzieżą. „Nie ma w Ars zbyt wiele Bożej miłości i trzeba ją tam zanieść” – słyszy w głowie. We mgle zgubił drogę. Nagle na opustoszałych łąkach dostrzega grupkę pastuszków. Mówią gwarą i ks. Vianney musi kilkakrotnie powtórzyć pytanie, zanim go zrozumieją. Wreszcie jeden z nich wskazuje nieznajomemu kierunek. – Kochany chłopcze – dziękuje kapłan – ty mi pokazałeś drogę do Ars, a ja ci wskażę drogę do nieba.
 



Św. Jan Maria Vianney 1786–1859


Konfesjonał oblężony
Docieramy do Ars w słoneczne lipcowe przedpołudnie. Ze wzgórza tym razem widać wyraźnie miasteczko i wieże kościoła, który od tamtego czasu bardzo się rozrósł. W miejscu, gdzie św. Jan Maria Vianney rozmawiał z pastuszkiem, dziś stoi pomnik przedstawiający tę scenę. Jeden z tutejszych mieszkańców, przechodząc z psem, zatrzymuje się w tym miejscu na modlitwę. Klęka pod figurą, a potem siada na ławeczce i czyta Biblię. Ksiądz Vianney do dziś zbiera plony swego siewu.


« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł

Reklama