• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Hamburgera naszego powszedniego

    Szymon Babuchowski

    |

    GN 36/2008

    dodane 04.09.2008 15:37

    Naszpikowanie tekstów rekwizytami ze świata popkultury sprawdza się w hiphopowych utworach, ale w modlitewniku razi sztucznością.

    Wpadła w moje ręce niewielka książeczka, zatytułowana „Paliwo”. Ponieważ z motoryzacją jestem trochę na bakier, chciałem ją w pierwszym odruchu wyrzucić na makulaturę, jednak przykuł moją uwagę podtytuł: „Palące modlitwy w palących sprawach”. Oho, nowoczesny modlitewnik! – ucieszyłem się. W środku rzeczywiście – modlitwy, na dobrym papierze, z kolorowymi ilustracjami, wyjętymi jakby z młodzieżowego czasopisma. Wreszcie coś dla młodych ludzi – pomyślałem. Moja radość okazała się jednak przedwczesna. Kiedy bowiem oddałem się lekturze, zaczęło rosnąć rozczarowanie.
     

    „Jesteś beatem
    Mojego życia
    Jesteś werblem/ który mnie nakręca (…)
    Jesteś DJ-em
    Z muzyką
    Co nigdy nie wyjdzie z mody” – kto będzie się tak modlił?! „Daj mi paliwo, benzynę,
    Której nigdy nie braknie, aż kiedyś/ Znajdę się u celu podróży
    JEZUSIE,
    Popchnij mnie, holuj mnie,
    Gdy silnik mój zastrajkuje,
    Aby pewnie pokonać góry i wzniesienia
    JEZUSIE,
    Daj mi poduszki powietrzne, kiedy inni
    Niebezpiecznie zbliżą się do mnie,
    Aby chroniły mnie
    Przed zbyt mocną kolizją” – a może by tak prościej, zwyczajniej?


    Między skostnieniem a zdziecinnieniem
    Żeby była pełna jasność – nie jestem przeciwnikiem odświeżania kościelnego języka. Mnie też drażni jego skostnienie, sformułowania typu: „ubogacać w szczególny sposób” i „pochylać się z troską”. Ale nie wydaje mi się, żeby receptą na rozwiązanie tego problemu był jakiś sztuczny, niby-młodzieżowy język. Bo kiedy ktoś modli się w naprawdę palącej sprawie, to nie będzie mnożył metafor rodem ze współczesnej popkultury, tylko zacznie krzyczeć do Boga najprostszymi słowami, jakie przyjdą mu do głowy. „Jezu, ratuj!” – oto modlitwa człowieka znajdującego się w trudnej sytuacji. Z pomocą mogą mu wtedy przyjść Psalmy, w których zawiera się uniwersalne ludzkie doświadczenie, a nie modlitwa DJ-a.
    Tymczasem nasze mówienie o Bogu często sytuuje się między dwiema skrajnościami. Z jednej strony – przesadny patos, z drugiej – infantylizacja. Nie tak dawno ukazała się „Dobra czytanka wg św. zioma Janka”, będąca „przekładem” Ewangelii św. Jana na slang młodzieżowy. Czytamy w niej m.in., że Jezus „glebnął se przy studni”, a uczniowie „poszli do miasta, żeby kupić żarło”. Prawdopodobnie autorzy mieli dobre intencje, ale efekt jest komiczny.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół