• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Zow mie Królową Polską

    Przemysław Kucharczak

    |

    GN 18/2008

    dodane 06.05.2008 15:37

    Myślisz, że Polacy sami w swoim geniuszu wpadli na pomysł, żeby obwołać Matkę Bożą Królową Polski? No to się mylisz. To sama Maryja osobiście poprosiła, żeby Ją tak nazywać. Stało się to w 1608 roku w Neapolu.

    Nie dość, że to prawie dwa tysiące kilometrów od granic Polski, to w dodatku posłanie to nie zostało przekazane Polakowi. Otrzymał je w czasie objawienia Włoch Giulio Mancinelli, jezuita, który żył na przełomie wieków XVI i XVII. Oczywiście nikt nie ma obowiązku wierzyć w prywatne objawienia prywatnych osób. Ale temu objawieniu warto się bliżej przyjrzeć.

    Polskę umiłowałam
    Giulio, czyli Juliusz Mancinelli, prawdopodobnie osobiście znał św. Stanisława Kostkę. Był jednym z tych jezuitów, na których ogromne wrażenie zrobił sposób, w jaki umierał w 1568 roku ten młody Po-lak. Całkiem jeszcze zdrowy Stanisław najpierw przepowiedział swoją śmierć, a potem rzeczywiście zmarł o północy w wigilię święta Wniebowzięcia Matki Bożej. Umierał wręcz pogodnie, choć z ust sączyła mu się krew. Przed śmiercią mówił o ufności w miłosierdzie Boże. Świadkowie opowiadali o jego śmierci często do końca swojego życia. A byli wśród nich wybitni w przyszłości ludzie, między innymi przyszły generał zakonu jezuitów.

    Wspominali, że twarz Staszka rozjaśniła się w pewnym momencie tajemniczym blaskiem. A kiedy oni zaczęli dopytywać, czego chłopak sobie życzy, Stanisław odpowie-dział, że przyszła po niego Matka Boża. Współbracia zorientowali się, że już umarł, dopiero po tym, że na podsunięty mu obrazek Matki Bożej nie zareagował uśmiechem. To niezwykłe umieranie młodego mężczyzny rzuciło cały Rzym na kolana. A pośrednio nawet cały świat, bo stało się jednym z najważniejszych doświadczeń życia dla całego pokolenia jezuitów, przyjaciół Stanisława z nowicjatu. Ci ludzie ruszyli wkrótce z Ewangelią na cały świat. Konanie Stanisława wywołało duchowe trzęsienie ziemi, nieco przypominające to z 2005 roku, kiedy w tym samym mieście umierał Jan Paweł II.

    Juliusz Mancinelli też poszedł w świat z Ewangelią. Przeszedł pieszo dużą część Azji i Afryki. Miał opinię proroka i cudotwórcy, a tam, gdzie przybył, dochodziło często do licznych nawróceń. Był misjonarzem w Dalmacji i Bośni, a w 1583 roku założył nawet jezuicką misję w Konstantynopolu. Był też mistrzem nowicjatu jezuitów w Rzymie, tego samego, w którym zmarł św. Stanisław. Był od Staszka Kostki starszy aż o 13 lat. Ale wydaje się, że Stanisław był jego duchowym przewodnikiem.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół