• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Mały wielki Carlsberg

    Jacek Dziedzina

    |

    GN 14/2007

    dodane 04.04.2007 15:59

    Jeśli już nie wiesz, gdzie iść… jedź do Carlsbergu. Dziesiątki osób przekonały się tutaj, że tułaczka na obczyźnie może okazać się łaską. Od 25 lat w małym niemieckim miasteczku dzieją się wielkie rzeczy.

    Nie mamy dzisiaj z czego ugotować obiadu – mówi Teresa. – To gotuj zupę z gwoździ, a my idziemy do kaplicy modlić się – odpowiada ksiądz Franciszek Blachnicki. Po kilkunastu minutach wraca, a Teresa z triumfem obwieszcza, że będzie kurczak i rosół. – Przyjechali żołnierze z pobliskiej jednostki i zostawili trochę zapasów! – mówi i ciągle nie dowierza. Tak opowiadają ci, którzy ks. Blachnickiego pamiętają. Ksiądz jest już po drugiej stronie, ale cuda carlsberskie się nie skończyły. Wyjazd na srebrny jubileusz obecności Ruchu Światło–Życie w Niemczech był okazją, by przekonać się, że są to sprawy dużo większego niż rosół kalibru.

    Historia pewnej emigracji
    Miała być „Toskania Niemiec”, a przywitał nas śniegi mróz. Palatynat Nadreński, najcieplejszy land zachodnich są-siadów, trochę zawiódł, bo wszyscy piszą o tutejszych cytrynach i kiwi, sami widzimy rozległe winnice, ale letnie opony z trudem radzą sobie na białej nawierzchni. Jedyne skojarzenia ze słoneczną Italią pozostawia historia. Twórca odnowy liturgicznej w Polsce i założyciel Ruchu Światło–Życie, ksiądz Franciszek Blachnicki, już w latach 70. myślał o stworzeniu międzynarodowego centrum oazowego. Po rekolekcjach w Rzymie, na początku pontyfikatu Jana Pawła II, kilka osób z diakonii Ruchu znalazło się w pobliżu Wiecznego Miasta. Okazało się jednak, że nie ma żadnego domu, który mógłby spełniać funkcję centrum. Gizela Skop, jedna z najbliższych osób z grona księdza Blachnickiego, wspomina, że spotkali się wtedy z biskupem Szczepanem Wesołym. – Powiedział nam, że jest w Niemczech opuszczony ośrodek polski, dom dziecka (kinderheim) „Marianum”. I że jeśli nikt się nim nie zajmie, to obiekt przestanie dla Polaków istnieć – mówi.

    Wszystko pasowało: nazwa „Marianum” odpowiadała maryjnej duchowości Ruchu, a na miejscu w kaplicy znaleziono hostię z wybitym greckim napisem Fos-Dzoe (Światło–Życie)… będącym jednocześnie „logo” ruchu oazowego. „Marianum” powstało w 1956 roku jako Dom Młodzieży Polskiej dla dzieci z rodzin, które sprowadzono do Niemiec na przymusowe roboty w czasie wojny. Po zwycięstwie aliantów zaczęła się ich tułaczka po różnych obozach. Wydawało się, że polska obecność w Niemczech skończy się wraz ze śmiercią pokolenia wojennego. Niespodziewanie jednak pojawiła się nowa fala emigracji, najczęściej w wyniku sytuacji politycznej w Polsce. Sam Blachnicki wyjechał „na chwilę” do Włoch, a następnie do Niemiec, tuż przed stanem wojennym. Wprowadzenie stanu wojennego pomogło w decyzji o pozostaniu na emigracji. Od marca 1982 roku Międzynarodowe Centrum Ewangelizacji w Carlsbergu stało się faktem

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół