• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Szacunek i niepokój

    George Weigel, amerykański teolog i filozof (tłum. Magdalena Koc)

    |

    GN 49/2006

    dodane 04.12.2006 16:28

    Niedawna dyskusja nad przemówieniem Benedykta XVI, wygłoszonym w Regensburgu (Ratyzbonie), stała się okazją do prób wbicia klina pomiędzy Benedykta i jego papieskiego Poprzednika.

    Na przykład arabska stacja telewizyjna Al-Jazeera wyświetliła serię kreskówek, przedstawiających Jana Pawła wypuszczającego gołębie, które Benedykt później zestrzeliwuje z dachu kolumnady Berniniego, otaczającej Plac św. Piotra. W ostatnich scenach można zobaczyć Jana Pawła płaczącego, z głową w dłoniach, gdy Benedykt, trzymając dymiącą strzelbę, uśmiecha się ironicznie. Oczywiście całość jest głupia i wulgarna. Ale wcale nie tak daleka od poglądów wyrażanych przez niektórych katolików, lamentujących nad rzekomo drastyczną różnicą między poglądami na islam Wojtyły i Ratzingera.

    Jan Paweł II o islamie
    Międzynarodowy bestseller z 1994 roku „Przekroczyć próg nadziei” był najbardziej osobistą wypowiedzią Jana Pawła II, streszczeniem jego przekonań na temat wiary, modlitwy, misji papieża, na temat innych światowych religii i przyszłości ludzkości. Dlatego powinniśmy zwrócić na nią uwagę, jest to bowiem wyraz poglądów Karola Wojtyły, wyostrzonych przez błyskotliwą inteligencję i długie doświadczenie świata. Jeden rozdział książki „Przekroczyć próg nadziei” jest poświęcony islamowi. W nim Jan Paweł wyraził swój szacunek dla „religijności muzułmanów” i podziw dla ich „wierności modlitwie”. Pod koniec Papież stwierdza: „Obraz wierzących w Allaha, którzy nie zważając na czas i miejsce padają na kolana i zatapiają się w modlitwie, pozostaje wzorem dla tych wszystkich, którzy wzywają prawdziwego Boga, w szczególności dla tych chrześcijan, którzy opuściwszy swoje wspaniałe katedry, modlą się bardzo mało bądź w ogóle”.

    Ale czy te wyrazy szacunku sugerują, iż – zupełnie inaczej niż Benedykt XVI – Jan Paweł II postawił islam „na tym samym poziomie” co katolicyzm? Raczej nie. Posłuchajmy znów autentycznego głosu Jana Pawła II z „Przekroczyć próg nadziei”: „Ktokolwiek znając Stary i Nowy Testament przeczyta Koran, jasno zobaczy proces, za pomocą którego kompletnie redukuje on Boże Objawienie. Niemożliwe jest, by nie zauważyć odejścia od tego, co Bóg powiedział o sobie samym najpierw w Starym Testamencie przez Proroków, potem ostatecznie w Nowym Testamencie przez swego Syna. W islamie całe bogactwo Bożego samoobjawienia, które stanowi dziedzictwo Starego i Nowego Testamentu, zostało odsunięte na bok”.

    „Wiele z najpiękniejszych w ludzkim języku imion jest nadanych Bogu Koranu, ale jest On koniec końców Bogiem pozostającym na zewnątrz świata; Bogiem, który jest tylko Majestatem, nigdy Emmanuelem – Bogiem z nami. Islam nie jest religią odkupienia. Nie ma miejsca na krzyż i zmartwychwstanie. Jezus jest wspomniany, ale jedynie jako prorok, który przygotowuje na przyjście ostatniego proroka, Mahometa. Jest tam również wspomnienie Maryi, Jego Dziewiczej Matki, ale tragedia odkupienia jest absolutnie nieobecna. Z tego powodu nie tylko teologia, ale również antropologia islamu jest bardzo odległa od chrześcijaństwa”.

    Nie ma milimetra różnicy
    Innymi słowami, nie ma nawet milimetra różnicy między zasadniczą oceną islamu przez Jana Pawła II i Benedykta XVI. Jan Paweł II był mistrzem publicznych gestów, ale wyczytać z tych gestów szacunku dla muzułmańskiej pobożności zgodę na muzułmańskie rozumienie Boga, człowieka i zobowiązań moralnych, to znaczy popełnić gruby błąd. Jan Paweł II zgodziłby się najzupełniej z wystąpieniem Benedykta XVI w Regensburgu, krytycznym w stosunku do teologii redukującej Boga do czystej woli, do dyktatora, który może rozkazać coś irracjonalnego (jak na przykład mordowanie niewinnych), jeśli tak zechce. I jak Benedykt XVI, Jan Paweł II wiedział, że takie nieporozumienia mogą mieć śmiertelne konsekwencje dla ludzkości, ponieważ wszystkie wielkie pytania dotyczące ludzkiej kondycji, włącznie z kwestiami politycznymi, są ostatecznie pytaniami teologicznymi.

    Benedykt XVI dźwiga brzemię papiestwa w historycznym momencie, kiedy religijnie warunkowana irracjonalność jest śmiertelnym zagrożeniem dla przyszłości cywilizacji. On i jego poprzednik są zgodni co do źródeł tej irracjonalności.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół