Nowy Numer 07/2018 Archiwum

Dopowiedzenie

Trzeba się zmierzyć z własnym życiorysem. Bo życiorys każdego duchownego, a zwłaszcza biskupa, powinien być przezroczysty.

W wywiadzie, który ukazał się w 40. numerze „Gościa Niedzielnego”, na pytanie: A gdyby okazało się, że SB traktowała Księdza Biskupa jako tajnego współpracownika? odpowiedziałem, że „gdyby tak rzeczywiście było, prosiłbym, by te dokumenty zostały zbadane przez kompetentne gremia w Kościele katowickim, któremu przez 25 lat, w moim przekonaniu, wiernie służyłem”. Powiedziałem też, że trzeba się „zmierzyć z własnym życiorysem i poddać – jeśli zachodzą określone okoliczności – pod osąd Kościoła”.

Teczki pod lupą
Kiedy się dowiedziałem, że moje nazwisko widnieje w spisie archiwalnym IPN w Katowicach, natychmiast pisemnie upoważniłem dr. A. Grajewskiego, historyka i wówczas członka Kolegium IPN, do przeprowadzenia kwerendy materiałów na temat mojej osoby, znajdujących się zarówno w archiwach IPN, jak i w innych archiwach. Zwróciłem się również do metropolity katowickiego o powierzenie badania dostępnych archiwaliów kompetentnym osobom z Wydziału Teologicznego UŚ, które wchodzą w skład historycznej Komisji Archidiecezjalnej.

Powyższy tekst jest wynikiem zespołowej pracy dr. A. Grajewskiego i ks. prof. J. Myszora, powołanego przez Konferencję Episkopatu Polski do Komisji Historycznej. Autorzy omawiają jednostronne, wytworzone przez SB materiały, opisujące próby pozyskania mnie, w tamtych latach kapelana i sekretarza bp. H. Bednorza, do współpracy. Nie zamierzam polemizować z zawartością omówionych materiałów. Oświadczam jedynie, iż nigdy nie wyraziłem zgody na współpracę, a „zaszeregowanie” mnie przez SB jako TW było aktem jednostronnym, dokonanym bez mojej wiedzy.

Na podsłuchu
Jak wykazano w opracowaniu, w próbie werbowania posłużono się metodą stopniowanego szantażu. Jako pretekst wykorzystano fakt, że przewoziłem samochodem artykuły spożywcze, ktore kupiłem zupełnie legalnie. Zdarzenie to pokazuje realia życia w PRL i warunki działania instytucji kościelnych, takich jak kurie diecezjalne czy seminaria duchowne. W podobnych sytuacjach nieraz bywali budowniczowie kościołów, którzy nabywając, czy raczej „organizując” materiały budowlane, mogli być z tego powodu szantażowani.

W PRL każdy, nawet najbardziej absurdalny pretekst był wykorzystywany przez SB jako okazja do szantażowania i wymuszania spotkań i rozmów. Kulturalne zachowania i takt szantażowanych SB interpretowała – jak się okazuje – jako słabość i przyzwolenie.

« 1 2 »
oceń artykuł

Reklama