• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Słuchanie z bliska

    Z nowym przełożonym wspólnoty Taizé bratem Aloisem rozmawia Tomasz Wardzała.

    |

    GN 02/2006

    dodane 11.01.2006 09:38

    Tomasz Wardzała: Jak Brat przyjął decyzję brata Rogera, że zostanie przełożonym wspólnoty Taizé po jego śmierci?

    Brat Alois: – Byłem bardzo młody, kiedy mi to powiedział. Miałem zaledwie 24 lata. To było w 1978 r. Gdy usłyszałem jego słowa, gdy poznałem jego plany w stosunku do mnie, byłem zaskoczony. Później nie rozmawialiśmy o tym wcale. Czasami patrzył na mnie, przypominał mi, jakie ma plany co do mojej osoby. Przyszedł czas, że brat Roger zaczął rozmawiać z braćmi o wyznaczeniu następcy. W styczniu 2005 r., gdy stawał się coraz słabszy i słabszy, jeden z braci zaproponował, że w sierpniu zostanie ogłoszony nowy przełożony naszej wspólnoty.

    W roku 2005 Kościół stracił dwie bardzo ważne postaci: Jana Pawła i brata Rogera. Coś więc się chyba kończy...
    – Tak, można twierdzić w ten sposób. Nie możemy powiedzieć z całą stanowczością, że tak nie jest. Może coś się kończy dla Kościoła, ale jest to dla nas także znakiem, że musimy iść dalej. Jan Paweł II był blisko nas, troszczył się o nas, o nasze powołanie do wspólnoty. To bardzo nam pomogło. Papież odwiedził Taizé i nie zapomnimy tego nigdy. Kwestię, że Jan Paweł II i brat Roger umierają w tym samym roku musimy zostawić Bogu. To jest tajemnica, która pochodzi od Niego i nie musimy tego wyjaśniać.

    Świat wciąż przyspiesza, natomiast wspólnota Taizé mówi o pokoju i zaufaniu. Jak żyć w świecie, w którym jest tyle zła, jak znaleźć ciszę, gdy wokół hałas?
    – Zaufanie nie oznacza zamykania oczu na zło na świecie, a wręcz przeciwnie. Wierzymy w Jezusa, który odwiedzał ludzi cierpiących i w bardzo prosty sposób pokazuje nam w Ewangelii, jak powinniśmy być odważni i stawiać czoła cierpieniu w naszym życiu, wychodzić do ludzi. Brat Roger był odważny. Gdy miał 60 lat, rozpoczął nowe przedsięwzięcie. Pojechał do Kalkuty i Hongkongu, aby zamieszkać w slumsach. Zabrał nas na Haiti do bardzo biednych miejsc. To zmieniło życie naszej wspólnoty. Na mnie wywarło wielki wpływ, ponieważ pomyślałem sobie: mamy zbyt duże skłonności do siedzenia w jednym miejscu i myślenia tylko o problemach. Brat Roger nie siedział. On chciał dotknąć problemu, a potem szukał sposobu rozwiązania go. Słuchanie z bliska, nie z daleka, zbliżanie się do problemów, aby je poznać i zrozumieć, było i jest ważne dla wspólnoty.

    Brat Roger rzadko mówił o sobie, nie chciał udzielać wywiadów. Twierdził nawet, że nie powinno się innych obarczać swoimi problemami. Dlaczego?
    – To bardzo skomplikowane. Obecnie w naszej wspólnocie jest prawie stu braci. I nawet teraz, gdy jest nas tak wielu, nie możemy nie nosić zmartwień innych. Przypominamy rodzinę, a w rodzinie troszczymy się o wszystkich, cieszymy się z radości i bolejemy nad troskami. Musimy być gotowi pomagać innym udźwignąć ich problemy, ale nie możemy zbyt wielu swoich problemów przekazywać innym. Jesteśmy w tym bardzo ubodzy i bardzo niedoskonali, a brat Roger zawsze mówił o sobie, że jest bardzo niedoskonały. Aby stworzyć wspólnotę, nawet w rodzinie, trzeba zaczynać zawsze od nowa, i jest to możliwe tylko wtedy, gdy naprawdę wybaczamy innym.

    Czy śmierć brata Rogera coś zmieni w funkcjonowaniu wspólnoty? Może jednak w Taizé „idzie nowe”? Odszedł Brat od wieloletniej tradycji i już teraz, nie czekając do Wielkanocy, przedstawił Zagrzeb jako miejsce kolejnego Europejskiego Spotkania Młodych.
    – Chcemy podążać dokładnie tą samą drogą, którą wskazał nam brat Roger. Rozpoczął tak wiele rzeczy, Europejskie Spotkania Młodych, wiedział, że Kościół musi się wsłuchać w młodzież. Gdy on zaczynał to wielkie dzieło, nie było innych tego typu spotkań. Zaczynał, żyjąc nadzieją i wiarą w jedność chrześcijan. Wiemy, że mamy jeszcze wiele do zrobienia. Ta mała zmiana, polegająca na ogłoszeniu już teraz miejsca kolejnego spotkania, była związana z sugestią braci. Skoro świat tak poszedł do przodu, powinniśmy czynić konkretne kroki, aby młodzież lepiej przygotowywała się do europejskich spotkań. Zapowiedziałem kolejny etap pielgrzymki zaufania przez ziemię już teraz, aby usłyszały to tysiące ludzi zebranych w Mediolanie. Niech zaniosą nasze zaproszenie do swoich środowisk, by ich przyjaciele i znajomi razem z nimi przyjechali na kolejne spotkanie.

    Kto podejmuje decyzję o wyborze miejsca następnego spotkania?
    Bardzo dużo rozmawiamy pomiędzy sobą o tym, gdzie moglibyśmy pojechać w następnym roku. Otrzymujemy wiele zaproszeń. W ubiegłbym roku byliśmy bardzo daleko na Zachodzie, w Lizbonie, a wcześniej bardzo daleko na Północy – w Hamburgu. Teraz jest ważne, abyśmy wrócili do centrum Europy. Nigdy nie byliśmy w Chorwacji. Jeszcze nie tak dawno niszczona przez wojnę, nie mogła nas przyjąć. Teraz nas zaprasza. Pojedziemy, i razem z młodzieżą zawieziemy tam pokój.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół