• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Królewskie wielbłądy

    Barbara Gruszka-Zych

    |

    GN 36/2005

    dodane 06.09.2005 11:09

    – Byliście jak wielbłądy, które niosły Trzech Króli przez pustynię. Ciche, zmęczone, ale zawszez podniesioną głową – dziękował 20 tysiącom wolontariuszy pracującym przy Światowych Dniach Młodzieży metropolita Kolonii kard. Joachim Meisner.

    Następne spotkanie odbędzie się w Sydney. Ale już dziś zgłosili się pierwsi wolontariusze długoterminowi. Są potrzebni, żeby od razu rozpocząć przygotowywania. W Kolonii wszystko organizowali młodzi. Pracowali intensywnie przez prawie 2 tygodnie, dbając o to, by Weltjugendtag się udał. To oni w czerwonych pelerynach i pomarańczowych koszulkach z napisem „Volunteer”, „nakręcali” wszystkie wydarzenia. Przygotowywali i wydawali posiłki, przyjmowali pielgrzymów na zakwaterowanie do szkół i rodzin, informowali co i jak w info-punktach, pilnowali porządku i bezpieczeństwa, pomagali dziennikarzom. Ale też oni mieli szczęście być blisko Ojca Świętego.

    Stali szpalerem wokół wzgórza na Marienfeld, witali Benedykta XVI pod kolońską katedrą. Na Maryjnych Polach, kiedy Papież wymienił ich wśród organizatorów, dostali największe brawa milionowego tłumu. – Gdy patrzy się na kolońską katedrę, widzi się, jaka jest wysoka i piękna. Ale nie stałaby tutaj, gdyby nie fundamenty. Wy jesteście fundamentami Światowych Dni Młodzieży – mówił metropolita Kolonii kard. Joachim Meisner na pożegnalnej Mszy dla wolontariuszy 22 sierpnia w Tanzbrunnen koło Koeln Messe. Każdy wolontariusz dostał fotografię Benedykta XVI z jego osobistym podziękowaniem.

    Teraz, kiedy przyszło im się rozjechać, trudno zdjąć je z szyi. Nosili je na smyczach włożone do plakietek z nazwiskiem i imieniem. Niektórzy pochowali je do torebek i plecaków, żeby były blisko i często wpadały w oczy. – Najdłużej, bo 6 godzin, wyspałem się na Marienfeld – opowiada Tomek, student prawa z Warszawy, który odpowiadał za kwaterunek w jednej z kolońskich szkół. Nocami czuwał nad utrzymaniem porządku. Pomagał też w organizacji spotkania na Marienfeld.

    – Benedykt XVI robi wrażenie wielkim intelektem, wspaniale przemawia, wczuwa się w nasze sprawy, ale nie magnetyzuje tłumów jak Jan Paweł II. To inny rodzaj charyzmy i takim go przyjęliśmy – mówi Paweł, student dziennikarstwa z Warszawy. – Wydaje się, że Papieża czasem krępuje tłum; rozumiem go, też wolę być z boku, dlatego mam do niego taką sympatię.

    Młodych z Polski zauroczyła religijność kolegów z Meksyku. Modlili się codziennie rano po przebudzeniu i przed posiłkami. Bez narzekania nieśli kilka kilometrów swoje powrotne bagaże na Marienfeld, traktując to jako obowiązkowe wyrzeczenie. Kiedy w info-punkcie zostały różańce i jeden z wolontariuszy chciał je zebrać i sprzedać w kraju, tak go przekonywali, że w końcu rozdał je pielgrzymom.

    Cały czas na Weltjugendtag obecny był Jan Paweł II. Kiedy Frank, trzydziestolatek z Beninu (noszący w portfelu zdjęcia o. Pio i Jana Pawła II), spotkał Polaków, zaczął z radości śpiewać „Abba, Ojcze”. Po Światowych Dniach Młodzieży wstępuje do seminarium.

    Codziennie o 21. 37 młodzież nie tylko z Polski spotykała się „pod papieżem”, czyli olbrzymim zdjęciem Jana Pawła II zawieszonym na dom-forum naprzeciw katedry. Śpiewali „Barkę”, modlili się, dzielili chlebem. Dla wielu uczestników to było misterium światła i śpiewu. Któregoś wieczoru jeden z polskich pielgrzymów wyciągnął dłoń z chlebem do stojącego obok Niemca. Tamten, najpierw nie chciał go przyjąć, potem poprosił o kawałek. Kiedy stojące obok dziewczyny opowiedziały mu o Światowych Dniach Młodzieży, przyznał, że niewiele o nich wiedział. Obiecał, że przyjedzie na Marienfeld.
    – Zdarzało się, że młodzi Niemcy przychodzili do infopunktów i pytali, czy można dostać bilety na rozmowę z Papieżem. Po wyjaśnieniach zaczęli czuć bluesa, przychodzili na nasze Msze – opowiada wolontariuszka Asia, licealistka z Koszalina.

    – Tak naprawdę na ten czas byliśmy chłopakami i dziewczynami Papieża – mówi Tomek. To on poznał członków stowarzyszenia „Papaboys”, gorliwych katolików z Włoch, rozdających wesołą reklamówkę swojego ugrupowania – Benedykta XVI przybijającego piątkę Janowi Pawłowi II.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół