• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Kto się boi grekokatolików

    ks. Tomasz Jaklewicz

    |

    GN 36/2005

    dodane 01.09.2005 22:04

    "Katolicy do Polski!" – wykrzykiwało w Kijowie pół tysiąca prawosławnych. Za kordonem policji, przed budującą się katedrą grekokatolicy odprawiali liturgię. Przewodniczył jej kardynał Huzar, który 21 sierpnia przeniósł swoją siedzibęze Lwowa do stolicy Ukrainy.

    Od kilkunastu lat iskrzy między Kościołem rzymskokatolickim a Kościołem prawosławnym. Dialog ekumeniczny praktycznie utknął w miejscu. Główny front tej zimnej wojny między Kościołami biegnie przez Ukrainę. Kością niezgody jest Ukraiński Kościół Greckokatolicki odradzający się dynamicznie po roku 1990. Decyzja kardynała Lubomyra Huzara o przenosinach do Kijowa dolała jeszcze oliwy do ognia. Patriarchat moskiewski gwałtownie zaprotestował. Nadzieje na zbliżenie katolicko-prawosławne, które pojawiły się u początku pontyfikatu Benedykta XVI, stanęły pod znakiem zapytania.

    Aktualna sytuacja religijna na Ukrainie jest wynikiem złożonej historii, tej sprzed kilku wieków i tej najnowszej. Kościelne spory łączą się tutaj ściśle z kwestiami narodowymi i politycznymi. Dzisiejsze napięcia są w jakimś stopniu pochodną dawnej rywalizacji Polski i Rosji o wpływy na Ukrainie. Obok pytania o przyszłość dialogu ekumenicznego katolicko-prawosławnego, nie mniej ważne jest pytanie o polityczną, kulturową orientację Ukrainy. Czy będzie ona promoskiewska, czy prozachodnioeuropejska? Po sukcesie pomarańczowej rewolucji to pytanie spędza sen z oczu zwłaszcza Moskwie.

    Powrót do korzeni
    Decyzję o budowie centralnego ośrodka greckokatolickiego w Kijowie podjął Synod Biskupów tego Kościoła jeszcze w 2002 r., a potwierdzili ją biskupi zebrani w Kijowie od 5 do 12 października 2004 r. Wkrótce potem rozpoczęto prace budowlane. Zakończenie całej inwestycji, na którą składają się sobór (katedra), sale katechetyczne, siedziba kurii i głowy Kościoła, ma nastąpić najdalej za dwa lata. Zgodę na te działania wyraził Jan Paweł II. Od 21 sierpnia br. kardynał Huzar przestał być arcybiskupem większym Lwowa. Odtąd posługuje się tytułem arcybiskupa większego kijowsko-halickiego. Archidiecezja lwowska pozostanie w swoich dotychczasowych granicach, a do czasu wyznaczenia nowego arcybiskupa, będzie nią zarządzał administrator.

    Dla grekokatolików przeniesienie siedziby zwierzchnika ich Kościoła do Kijowa jest powrotem do korzeni. To w Kijowie narodziło się chrześcijaństwo ruskie, a Ukraiński Kościół Greckokatolicki uważa się za jednego ze spadkobierców tego chrześcijaństwa. Zwierzchnik ukraińskich grekokatolików od czasów unii brzeskiej (1596) miał oficjalny tytuł metropolity kijowskiego. W 1795 r. na rozkaz carycy Katarzyny II ta zjednoczona z Rzymem metropolia została skasowana. Zlikwidowane struktury unickie w Kijowie przetrwały we Lwowie (wówczas w zaborze austriackim). Na mocy dekretu Piusa VIIz 1807 roku wszystkie prawa i przywileje metropolii kijowskiej przejął metropolita lwowski. W tym kontekście zrozumiałe są słowa kardynała Huzara, który stwierdził: „Wyrzucono nas z Kijowa. Lwów nigdy nie był naszym domem ani historycznym ośrodkiem naszego Kościoła”.

    Prócz racji historycznych, przenosiny do Kijowa mają także służyć podkreśleniu ogólnokrajowego charakteru tego Kościoła. „Nasze wspólnoty znowu rozwijają się w całym kraju. Dlatego wracamy do Kijowa” – wyjaśnił kard. Huzar. Największe skupiska grekokatolików znajdują się jednak nadal na terenach Zachodniej Ukrainy, czyli bliżej Lwowa niż Kijowa.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół