Nowy numer 17/2018 Archiwum

Rewolucjonista bez karabinu

Kiedy przemawiał, wszyscy go słuchali. Kochali go i podziwiali nie tylko katolicy. Był autorytetem dla wszystkich Filipińczyków. Kard. Jaime Sin zmarł 21 czerwca po latach ciężkiej choroby. Filipińczycy przez tydzień opłakiwali jego odejście.

Kard. Jaime Sin urodził się 31 sierpnia 1928 r. w rodzinie chińskiego kupca i Filipinki na małej wysepce Panay. Był czternastym z szesnaściorga ich dzieci. Został księdzem w 1954 r. i wkrótce mianowano go rektorem seminarium duchownego, a potem biskupem pomocniczym archidiecezji Jaro (1967 r.), następnie jej ordynariuszem (1972 r.). Po śmierci pierwszego filipińskiego kardynała R. Santosa (1974 r.) został 30. arcybiskupem stolicy Filipin – Manili. Paweł VI mianował go kardynałem w 1976 r. W 2003 r. przeszedł na emeryturę.

Często bywał porównywany do Jana Pawła II. Mawiano, że jest jak Papież Polak – odważny, bezkompromisowy w walce o prawdę i prawa człowieka i zachowawczy w kwestiach teologicznych.
Był najmłodszym kardynałem, kiedy w 1976 r. Paweł VI wręczył mu kardynalski kapelusz. Miał wówczas 47 lat. Już wtedy znany był z „mieszania” się w życie społeczne i polityczne swego kraju.

A „mieszał” się, bo był przekonany, że największą plagą Filipin jest działalność polityczna, w której nie ma miejsca dla Chrystusa. W 1972 r. krytykował wprowadzenie stanu wojennego przez prezydenta Ferdinanda Marcosa, który za wszelką cenę chciał utrzymać się przy władzy. Zlikwidował wolną prasę, uwięził przywódców opozycji oraz kilka tysięcy niepopierających go żołnierzy. Tylko zdecydowany sprzeciw kard. Sina powstrzymał Marcosa przed atakiem na Kościół. Prezydent bał się kardynała, a lud go podziwiał i kochał. Po latach okazało się, że Marcos słusznie się bał.

Różańcem pokonał czołgi
Był 22 lutego 1986 roku. W koszarach przy Alei Objawienia się Świętych w Manili kilkuset żołnierzy i oficerów zbuntowało się przeciw prezydentowi Marcosowi. Dyktator rozkazał stłumić bunt.
Na wieść o tym kard. Sin przez katolickie radio „Veritas” wezwał mieszkańców stolicy, by stanęli w obronie buntowników.

« 1 2 »
oceń artykuł