• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Fiasko fiaska

    Maciej Sablik, matematyk, dziekan Wydziału Matematyki, Fizyki i Chemii na Uniwersytecie Śląskim

    |

    GN 01/2006

    dodane 04.01.2006 14:33

    Wróżbici i jasnowidze paplają, co im fantazja podsunie, najchętniej przedstawiając przyszłość w ciemnych barwach, bo jeśli ktoś ciągle przepowiada nieszczęście, to w końcu trafi

    Z końcem roku aktywizują się wróżbiarze i matematycy, przed którymi pobożnych chrześcijan ostrzegał św. Augustyn („matematyk” oznaczał w jego czasach astrologa). Ludzie ci paplają, co im fantazja podsunie, najchętniej przedstawiając przyszłość w ciemnych barwach, bo jeśli ktoś ustawicznie przepowiada nieszczęście, to w końcu trafi – żyjemy wszak na łez padole.

    Przewidywanie bliższej przyszłości jest dużo bardziej ryzykowne, o czym świadczyć mogą słowa dyrektora amerykańskiego urzędu patentowego, który pod koniec XIX w. (!) oświadczył, że wynaleziono już wszystko, co było do wynalezienia. Bill Gates twierdził, że nie widzi powodu, dla którego twardy dysk w komputerze miałby mieć pojemność większą od 40 MB. Zresztą w latach siedemdziesiątych futuryści snuli wizje osiedli na Księżycu: nie przyszło im do głowy, że ludzkość będzie żeglować w Internecie.

    Dawny wieszcz marzył, żeby jego księgi trafiły pod strzechy. Dzisiaj pod własnym dachem trudno się opędzić od brzęczącej bez ustanku chmary wieszczów kieszonkowych. Dawniej wróżbici byli przynajmniej na tyle uczciwi, że nie ukrywali, iż swoje mądrości czerpią ze szklanej kuli, fusów albo zachowania czarnego kota. Dzisiaj uzasadniają swoje opinie naukową chińszczyzną, w której pełno wskaźników, próbek reprezentatywnych, projekcji i symulacji – notoryczny symulant Szwejk czułby się świetnie w tym towarzystwie. Ludzie ci są tak zapracowani, że nie mają czasu na analizę swoich błędów, bo już zajmują się przewidywaniem, że sytuacja, która ich zaskoczyła, wkrótce doprowadzi do fiaska.

    Nie jest ładnie triumfować słowami „a nie mówiłem”, ale jeszcze brzydziej nie przyznać, że się mówiło głupstwa. Po ostatnich wyborach mamy takich przykładów aż nadto. Niby wiadomo, kto wygrał, a kto przegrał, ale badacze opinii, przywiązani do swoich ustaleń, politycy opierający się na prognozach uprzejmych taksówkarzy oraz dziennikarze faworyzujący przegranych zachowują się dokładnie tak, jakby to wszystko było złym snem.

    W dodatku ten straszny sen trwa: cena benzyny nie zbliża się do 5 zł, Bruksela ignoruje warszawskie salony i nie chce bojkotować premiera z Gorzowa, a społeczeństwo popiera nową władzę, zamiast ją obalać. Po prostu koszmar, fiasko wieszczonego fiaska. Pogrzeb gotowy, a nieboszczyk ciągle żwawy. Dlaczego tak się dzieje? Chyba czas spytać o to szklaną kulę, bo intelekt wydaje się bezsilny. Albo zrewidować przesłanki wnioskowania. Matematyk tak by zrobił, ale pobożni wyznawcy swoich własnych iluzji wystrzegają się matematyków.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół