• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Przybyło makulatury

    Maciej Sablik, matematyk, wykładowca na Uniwersytecie Śląskim

    |

    GN 23/2005

    dodane 07.06.2005 12:24

    Francuzi zagłosowali przeciw tym samym politykom, którzy im i reszcie kontynentu od lat wmawiali, że wiedzą najlepiej, co to jest Europa i jak powinna być urządzona.

    Z punktu widzenia naszych salonów, kto nie korzysta z okazji do milczenia, gdy przemawiają francuscy przywódcy polityczni i duchowi, kwalifikuje się do ciemnogrodu automatycznie. Francuzi nie milczeli, gromko krzyknęli „nie”, no i co teraz o nich myśleć? A w dodatku przyrost naturalny we Francji jest dodatni, a czyż można kraj z wielodzietnymi rodzinami uznać za nowoczesny? Salony mają niezły zgryz, zwłaszcza że za „nie” opowiedziały się głównie środowiska lewicowe, tak drogie nadwiślańskim salonom.

    Wiadomo, że na wyniki francuskiego referendum wpłynęły przede wszystkim obawy przed redukcją przywilejów socjalnych: wysokie płace minimalne, pięciotygodniowe wakacje, 35 godzin pracy w tygodniu – z tego się dobrowolnie nie rezygnuje. Trudno powiedzieć, czy te przywileje rzeczywiście były zagrożone przez projekt konstytucji, który prawdopodobnie na zawsze pozostanie w tej sytuacji projektem. Projekt był bowiem tak obszerny i skomplikowany, że lektura polskich aktów prawnych wydaje się przy nim lekturą do poduszki (no, tu chyba przesadziłem, bo osoby wrażliwe nie powinny jednak czytać polskich ustaw przed snem, by uniknąć koszmarów).

    We Francji kolportowano sześciostronicowe streszczenie, które tylko wzbudziło podejrzenia i pytania, co jest na pozostałych kilkuset stronach. W rzeczywistości Francuzi głosowali przeciw tym samym politykom, którzy im i reszcie kontynentu od lat wmawiali, że wiedzą najlepiej, co to jest Europa i jak powinna być urządzona. Prezydent Chirac kompromitował się nie tylko w naszych oczach, wątpliwe czy znajdzie tyle odwagi, co gen. de Gaulle, który przed laty podał się do dymisji właśnie po przegranym referendum. Jakkolwiek nie jestem wyznawcą geniuszu politycznego de Gaulle’a, to przyznać muszę, że po nim polityka francuska stawała się coraz mniej czytelna.

    Dlatego trudno było zrozumieć, że pisanie konstytucji powierzono Giscardowi d’Estaing, który był cudownym dzieckiem francuskich finansów, ale potem, jako prezydent, rozmienił swoje talenty na drobne, wdając się na przykład w dziwne układy z afrykańskim cesarzem Bokassą, oskarżonym we własnym kraju o ludożerstwo. Chrześcijaństwo nie zmieściło się w projekcie d’Estainga, ale projekt nie przekreślił prostych prawd zawartych w Ewangelii, w tym i tej, że nikt nie jest prorokiem we własnym kraju.

    Francuzi odrzucili Europę ignorującą tożsamość narodową. Miejmy nadzieję, że przyszłe projekty wezmą też pod uwagę tożsamość kulturową i wyznaniową, bez których Europa stałaby się kolosem na papierowych nogach.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół