• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Lęk o przyszłość

    Iza Paszkowska , polonistka, matka 4 dzieci

    |

    GN 14/2010

    dodane 06.04.2010 20:13

    Boję się o nasze dzieci i ich przyszłość. Opowiadam dużo o Bogu i całą naszą codzienność do Boga odnoszę. Ale widzę, jak żyją młodzi, i martwię się, że i nasze dzieci dadzą się wciągnąć w przyjemności.

    Teraz każę klękać do modlitwy i klękają. Modlimy się razem, ale czy tak będzie zawsze? Mąż np. z nami nie uklęknie, to go przerasta.
    Zatroskana mama


    Nie trzeba bać się świata. Nie warto uczyć dzieci zbyt wielkiej nieufności i narażać na słuchanie ciągłej krytyki. Za kilka lat w sposób naturalny dzieci zaczną ciągnąć w stronę rówieśników. Wtedy przyda się w Waszym domu utworzyć miejsce ich spotkań. Niech się u Was dobrze czują, w miarę swobodnie, a Pani będzie wiedziała, co ich cieszy, śmieszy, dziwi, ciekawi, martwi. Same niech dokonują wyboru, ewentualnie można powiedzieć, że Pani na ich miejscu zrobiłaby to czy tamto. Bardzo przekonuje mnie rozważanie na temat umiejętności prowadzenia rozmów, które nawiązuje do dialogu Pana Jezusa z Samarytanką. Ten pełny szacunek, a nie pogarda, którą nasze dzieci często widzą w nas, gdy oceniamy innych. Pewna babcia wychowywała wnuka i w trudnym okresie gimnazjalnym zapraszała jego kolegów, częstowała głodnych na okrągło chłopaków i prosiła, by nauczyli ją obsługi komputera.

    Pożytek dla obu stron. Polecam też sposób innych rodziców, którzy komputer ustawili we wnęce w przedpokoju, by wszyscy mieli do niego dostęp, by nie było samotności przed monitorem. Ktoś radzi, by ojciec zajął się jakąś pracą wokół domu, gdy dzieci wychodzą, gdy po córkę przychodzą rówieśnicy. Warto wówczas zamienić kilka słów, by pokazać, że przy bardzo przyjaznym nastawieniu jest też troska. Pisze Pani, że młodzi żyją źle. To krzywdzące uogólnienie. Jeśli będzie Pani zatruwała dzieci takim spojrzeniem, to albo będą lękliwe, albo rozbudzi Pani ich niezdrową ciekawość, albo po jakimś czasie uznają, że mama przesadza, i nie będą brały poważnie innych uwag. Kto z rówieśników będzie miał zły wpływ na Wasze dzieci, sam się może odsunie, bo atmosfera Waszego domu nie będzie mu odpowiadać. Często bywa też tak, że mocno dbamy o religijny rozwój małych dzieci, a potem wydaje się, że naszą rolę przejmują katecheci. To błąd.

    Nastolatki uważnie obserwują dorosłych, sprawdzają, czy realizują zasady, które głoszą, są szczególnie wyczulone na wszelki fałsz. Proszę uważać, czy opowieści o Bogu nie są tylko pouczające. Czy nie są one wypełnione lękiem przed światem, a Pan Bóg to surowy sędzia, którego należy się bać, bo wszystko widzi i tylko czeka na potknięcie dzieciaka. Małe dzieci mogą się świetnie bawić, utrwalając biblijne historie, wystarczy im podać tematy. Mimo dostępnych od lat przeróżnych wydań Biblii dla dzieci ta żywa Księga często leży zakurzona na półce. Z całą pewnością w tej chwili robi Pani wszystko dobrze, najlepiej, jak potrafi. Ale by dzieci potrafiły w kolejnych latach kontynuować obecną linię, należy dbać, by przekazywanie wiary nie zatrzymało się na dziecięcym etapie. Warto wspólnie poznawać dobre strony internetowe, wyjeżdżać na różne spotkania młodych, samemu mocno dbać o rozwój wiary, by ona była żywa, by nie stała się tradycją, suchym obowiązkiem, przyzwyczajeniem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół