• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Jak ojciec pomaga synowi?

    Iza Paszkowska , polonistka, matka 4 dzieci

    |

    GN 47/2009

    dodane 23.11.2009 15:44

    Martwię się, czy nasz 16-letni syn nie jest uzależniony od komputera. Uczy się świetnie, wypełnia wszelkie domowe obowiązki. Faktem jednak jest, że przed komputerem spędza sporo czasu i jest to często zabawa.

    Mąż nie widzi problemu. Mówi, że przede wszystkim kocha mnie i tym najlepiej pomaga dorastającemu synowi. A ja martwię się, czy ilość godzin przy komputerze nie jest za duża. Nie chcę przesadzić w zakazach, ale też nie chcę dać za dużo wolności.
    Zatroskana mama


    Gratuluję, że tak mądrze wychowaliście syna, który wypełnia obowiązki, dobrze się uczy i uznaje ustanowione przez Was zasady. Cieszę się, że umożliwiacie mu rozwój talentów, że ma w domu odpowiednie warunki. Syn zasługuje w pełni na to, by nieustannie poszerzać przestrzeń, w której sam jest za siebie odpowiedzialny. Nie trzeba mu narzucać sposobu spędzania wolnego czasu, bo w pełni zasługuje na zaufanie. Czytelnik – student – napisał uspokajający list do rodziców licealistów. Wspomina w nim, że sam grał w tym wieku bardzo dużo, bo to go uspokajało. Teraz szkoda mu czasu, poza tym pojawiła się dziewczyna. Jeśli syn się uczy, wypełnia obowiązki, ma kolegów, zainteresowania, które rozwija i nie jest milczącym odludkiem, to nie ma powodów do niepokoju. Uzależnienie? Chyba takie samo jak od radia czy telewizji. Zresztą, podoba mi się, że współczesna młodzież niezwykle mało czasu spędza przed telewizorem. To lepiej, bo ich gry wymagają aktywności o wiele większej niż śledzenie losów bohaterów seriali. Niech go Pani zachęca, by opowiadał, w co gra, na czym te gry polegają. Nieważne, że Panią to może nie interesować, ale to przecież pasja Pani syna. Należy korzystać z jego umiejętności, prosić, by coś wyszukał, załatwił, sprawdził. Z listu wynika, że to świetny chłopak, więc podkreślajcie, że zostawiacie mu coraz więcej wolności, pod warunkiem, że nie wykorzysta jej w złym kierunku.

    Jednocześnie pragnę podziękować Pani mężowi za to piękne stwierdzenie, że kochając żonę, pomaga synowi w dorastaniu. Właśnie dotarła do redakcji nowość wydawnictwa Koinonia. Henryk Wieja, lekarz, założyciel Chrześcijańskiej Fundacji Życie i Misja, napisał książkę „Moc błogosławieństwa ojca”. Autor podaje wyniki badań, według których, jeśli dziecko jest wychowywane w rodzinie, gdzie ojciec ma negatywny stosunek do żony i do dziecka, to ryzyko, że u dzieci wystąpią zachowania patologiczne wynosi 68 proc. Za to w rodzinach, w których jest kochający mąż i ojciec, istnieje 94 proc. gwarancji, że takie zachowania nie wystąpią. Analizując rolę i zadania ojca, autor sięgnął do Biblii, gdzie Stwórca zostawił ojcom dokładne wskazówki. A tam już na początku jest mowa o jedności kobiety i mężczyzny. „Największą i najlepszą inwestycją, jaką ojciec może dokonać w życiu swych dzieci, to kochać je całym swoim sercem i kochać ich matkę” – pisze H. Wieja. Każdy rozdział kończy wezwanie dziecka skierowane do ojca. Są więc prośby, by tato był obecny w życiu dziecka, by był jego bohaterem. Aby własnym przykładem pokazywał, jak żyć i uczył szacunku do siebie i innych, by bawił się z dzieckiem i był jego duchowym przewodnikiem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół