• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Podcięcie korzeni

    Iza Paszkowska , polonistka, matka 4 dzieci

    |

    GN 23/2009

    dodane 07.06.2009 22:00

    Organizujemy zjazd rodzinny. Przewidzieliśmy wiele atrakcji dla starszych i młodszych. Moja 11-letnia siostrzenica, a zarazem chrześniaczka stwierdziła ostatnio, że nie pojedzie tam razem z rodzicami, ponieważ ma w szkole zawody.

    Nie było jej też ostatnio na innej uroczystości rodzinnej. Decyduje o wielu rzeczach, dużo czasu spędza przy komputerze i telewizji, nie ma w domu żadnych obowiązków. Gdy zwróciłam jej raz uwagę, usłyszałam, że nie jestem jej mamą. Siostra nie chce jej do niczego zmuszać, ponieważ martwi się, że dziewczynka zamknie się w sobie. Nie wiem, jak rozmawiać z siostrą, gdyż na tak dużą samodzielność w podejmowaniu decyzji jest jeszcze chyba za wcześnie?
    Mama chrzestna


    Pani list jest którymś z kolei, gdzie pojawia się temat wielkiej swobody pozostawionej dzieciom oraz nieporadności rodziców. Jakaś obawa przed stanowczością, mylenie asertywności z bezczelnością. Przecież dziewczynka i tak może się zamknąć w sobie, gdy uzna, że nikomu na niej nie zależało, że zamiast rodziny dano jej media i pozostawiono samą z wszelkimi problemami. Małe dziecko nieustannie testuje rodziców, by się przekonać, ile mu wolno, gdzie są granice nie do przekroczenia. Tymczasem wielu dorosłych uważa, że słowo „nie” dowodzi zbytniej surowości. Może mają jakieś złe wspomnienia z dzieciństwa i teraz przesadzają w drugą stronę? W opisanej przez Panią sprawie winę ponoszą rodzice dziewczynki. Zostawili dziecko samo. Skutki tego podejścia mogą odczuć w niedługiej przyszłości. Wbrew pozorom dzieci chcą usłyszeć słowo „nie”. To daje im poczucie bezpieczeństwa, wiedzą, że jest ktoś, kto żyje ich sprawami, interweniuje, sprowadza z błędnych ścieżek. Przywilejem dziecka jest popełniać błędy, a obowiązkiem rodziców jest pomóc je naprawiać. 12-letni uczniowie z dumą opowiadali, jakie metody stosują ich rodzice, kiedy coś jest nie tak w ich zachowaniu.

    Myślę, że siostra myli surowe i bezwzględne wychowanie, łączące się nieraz z łamaniem charakteru dziecka, z uległością wobec kaprysów. Bycie rodzicem nie polega na tym, by z bezradnością obserwować własne dziecko i martwić jego błędnymi decyzjami. Zastanawiam się, czy rodzice dziewczynki lubią rodzinne imprezy. Może wyrażają się krytycznie na ich temat? Dziecko jest niezwykle czujnym „sejsmografem”. Nie potrzeba słów, a ono doskonale wie, czy rodzice na rodzinne spotkania idą z musu, czy też z chęcią. A może jest jakaś różnica zdań między rodzicami i dziewczynka to wykorzystuje? Skoro od dłuższego czasu siostrzenica spędza dużo czasu przy telewizji i komputerze, to może nie została w niej ukształtowana potrzeba więzi rodzinnych? Żyje w sztucznym świecie pop-kultury nie ze swojej winy. Można spróbować działać pozytywnie. Zaprosić ją i nie namawiać do udziału w imprezie, tylko opowiadać z entuzjazmem, jakie osoby przyjadą na zjazd i jakie to będzie ciekawe. Wzbudzić zainteresowanie imprezą, może powierzyć jej jakieś zadanie? Zarazić ją radością, rozbudzić ciekawość, a przede wszystkim pozwolić jej cieszyć się skarbem, jakim jest rodzina.

    Jeśli chcesz zadać pytanie w sprawie problemów w rodzinie, napisz do mnie: ipaszkowska@goscniedzielny.pl lub na adres redakcji: skr. poczt. 659, 40-042 Katowice

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół