• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • A lampka świeci fioletowo

    ks. Tomasz Horak, proboszcz wiejskiej parafii Nowy Świętów

    |

    GN 48/2007

    dodane 03.12.2007 15:29

    Nie zacierajmy kształtu Adwentu. Odgrzebmy fioletowe szkiełka wiecznych lampek, fioletowe ornaty wyjmujmy każdego dnia

    Wieczna lampka w moim kościele zmieniła kolor na fioletowy. Pamiętam tę zmianę z dzieciństwa. Tato usiłował tłumaczyć, o co chodzi. Podejrzewam, że sam nie bardzo wiedział. A może wiedział? Nie wszędzie był ten zwyczaj, a w niewielu miejscach przetrwał. A lampka świeci fioletowo, bo zaczął się Adwent. Na Roratach kościoły się zapełnią. Księża z katechetkami będą się wysilać nie tylko, by dzieci zająć, ale by adwentowe dni stały się rekolekcjami także dla dorosłych.

    Parafie zaopatrzyły się w różne materiały pomocnicze. Ja się cieszę, że w wielu kościołach będą to mojego pomysłu dialogi Profesora, Agaty i Szymona komentujące czytaną Ewangelię i piosenka o „nadziei, której nam trzeba tak samo jak chleba”. Bo to takie ważne, by adwentowe rekolekcje nie rozmijały się z liturgią, z biblijnymi czytaniami, z całym kolorytem Adwentu. Ot, choćby kolor ornatu. W większości kościołów nie fioletowy, a biały. Owszem, ma to swoje liturgiczno-historyczne uzasadnienie, ale jest wbrew duchowi liturgii. Albo codzienny śpiew „Chwała na wysokości Bogu” – czy nie powinien zabrzmieć po raz pierwszy dopiero na Pasterce? Tymczasem i tu obyczaj zatarł adwentowego ducha. A przynajmniej bardzo go odmienił.

    Jako stary praktyk i wychowanek dwóch autorytetów liturgicznego ducha ośmielam się zachęcać, by nie zacierać bardziej kształtu Adwentu. Odgrzebać fioletowe szkiełka wiecznych lampek, fioletowe ornaty wyjmować każdego dnia, „Gloria” zostawić tylko na dzień Niepokalanej i aż na święta. I nie mijać z rozpędem odczytywanych codziennie fragmentów Pisma Świętego. To ich mijanie jest największym wypaczeniem ducha liturgii. Obawiam się, że z czasem może zaowocować pomijaniem biblijnych czytań na rzecz jakiejś tylko inscenizacji nawiązującej do „ewangelicznego przesłania”.

    Nie, nie wymyśliłem sobie tego. Ja to już widziałem w katolickim świecie, choć na szczęście nie w Polsce. Wiem, ile trzeba włożyć wysiłku, by w liturgii słowa wyeksponować treści Bożego objawienia. Wiem też, jak Boże słowo jest nośne – już nie tylko w treść, ale w moc przemieniania ludzkich serc i życia. Szczególnie, gdy staje się żywym i konstytutywnym elementem liturgii. A te dwa wspomniane autorytety, to ks. prof. Wacław Schenk – historyk liturgii oraz ks. prof. Franciszek Blachnicki – mistrz współczesnej liturgii.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół