• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Demokracja kibiców

    ks. Remigiusz Sobański, profesor prawa kanonicznego

    |

    GN 18/2007

    dodane 04.05.2007 11:02

    Na wynik zawodów sportowych kibice nie mają większego wpływu, natomiast sukcesy polityczne zależą przede wszystkim od kibiców. Demokracja opiera się więc na kibicach. I to jest jej słabym punktem

    Kibic to – jak wiadomo – widz przyglądający się rozgrywkom sportowym, karcianym, szachowym... Prawdziwy kibic to taki, co sympatyzuje z jedną ze stron i tej sympatii daje wyraz. Kibic nie kryje, kogo darzy sympatią. Różne są wyrazy tej sympatii: oklaski, okrzyki, doping, a także rzucające się w oczy oznaki: czapki, szaliki, transparenty, a nawet twarz wymalowana w barwy klubowe... Dlaczego kibicuje tej właśnie drużynie? Pierwsza odpowiedź to zawsze patriotyzm – narodowy, lokalny, dzielnicowy... Przykładem „małyszomania” czy powszechne zainteresowanie startami Kubicy, a ostatnio euforia, bo (współ)organizujemy Euro 2012.

    Na co dzień kibicuje się „swojej” drużynie – i dość trudno powiedzieć, dlaczego. Niby się to uzasadnia, ale w tych uzasadnieniach dość trudno dopatrzeć się racjonalności (wiem to z własnego doświadczenia). Co oczywiście nie wyklucza, by znawcy przedmiotu (czyli danej dyscypliny sportowej i kontekstu jej uprawiania) nie byli w stanie wyłożyć przekonywających argumentów, dlaczego oklaskują jednych, a wygwizdują innych. Są więc kibice racjonalni, są też mniej racjonalni, a bardziej emocjonalni – aż do kibiców fanatycznych. Ostatnio używa się też nazwy „pseudokibice” dla określenia osób zaopatrujących się w emblematy kibiców, dla których jednak impreza sportowa to okazja do wyżycia się i do wyładowania nagromadzonych zasobów złości, zawiści, agresji. Najważniejsze dla nich to „być przeciw”. Istotną rolę odgrywa przywódca, który by określił „wroga” i zmobilizował do działania.

    Mówię o kibicach sportowych, gromadzących się wokół areny sportowej. Ale mówi się przecież też o arenie politycznej. I to chyba nieprzypadkowo, podobnie jak słyszy się często o grze, rozgrywce, zagrywce politycznej. Areną nie jest wtedy boisko, tor wyścigowy czy ring, lecz parlament, sala posiedzeń czy inne miejsce spotkań. Zagrywa się nie nogą kopiącą piłkę (lub kość przeciwnika), lecz językiem, mającym ugodzić czy zgoła porazić przeciwnika, a zarazem wywrzeć wrażenie na publiczności (przeważnie telewizyjnej) i wywołać aplauz. A publiczność – przyznajmy się! – zachowuje się jak kibice. Czasem racjonalni, analizujący zagrywki i wygwizdujący uderzenia nieczyste. Częściej jednak emocjonalni, oklaskujący wyłącznie swoich, którzy według takich kibiców zawsze grają fair, a bardzo uwrażliwieni na drobne nawet faule nie swoich. Dokonanie oceny sprawiedliwej przekracza zazwyczaj możliwości psychiczne takich kibiców. O kibicach politycznych, fanatycznych czy zgoła o pseudokibicach lepiej nie wspominać.

    Różnica między sportem i polityką jest taka, że na wynik zawodów sportowych kibice nie mają większego wpływu, natomiast sukcesy polityczne zależą przede wszystkim od kibiców. Demokracja opiera się więc na kibicach. I to jest jej słabym punktem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół