• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Buzia wesołego Einsteina

    ks. Tomasz Horak, proboszcz wiejskiej parafii Nowy Świętów

    |

    GN 05/2007

    dodane 06.02.2007 10:15

    Kto nie potrafi być dzieckiem do końca życia, bywa niebezpieczny dla otoczenia

    Pamiętacie? Jakiś niecały rok temu usłyszałem zarzut, że ja nie lubię dorosłych, bo ciągle piszę o dzieciach. Kocham dorosłych, kocham dzieci. Ale to nie dorośli, a dzieci podsuwają mi najlepsze tematy. Są bardziej bezpośrednie, nie nakładają na siebie masek. Różnych masek: bo tak wypada, bo co sobie o mnie pomyślą, bo się zbłaźnię – i tak dalej. Ja też nakładam maski, ty też. Takie jest nasze, dorosłe życie.

    Julka nie ma jeszcze sześciu lat, ale ma młodszego braciszka i starszą siostrę. Natalkę podziwiam za jej zaangażowanie w życie – szkoła, skrzypce, zakrystia. No i dom. Wszystko odległe od siebie po kilka kilometrów. Mała Julcia patrzy na życie bardzo trzeźwo. I nie mówcie, że to dziecinne. Kiedyś wyrwało się jej: „No to Natalka. A ja nie. Czy każdy musi być Einsteinem?”. Pytam rodziców, skąd wzięła tego Einsteina. Nie wiedzą. I to już ją zdradza jako kandydatkę na kolejnego Einsteina.

    Przecież skądś wie i całkiem logicznie przywołała postać wielkiego fizyka. Zobaczymy, co będzie dalej. Ale jeszcze bardziej utkwiło mi w pamięci inne spostrzeżenie małej. Wnikliwie dziecko patrzy na świat. Zapytała kiedyś: „Dlaczego ludzie są tacy smutni?”. To nie było jednak pytanie. To było zdumienie dziecka, dla którego świat jest na tyle piękny, a życie na tyle cudowne, że smutek nam nie przystoi. A dorośli zrobili z tego swojego smutku jakiś dziwny ceremoniał. Nieraz wypada – tak sobie wmawiamy – być smutnym, zawsze trzeba uszanować czyjś smutek, a ze smutnym obchodzić się jak z jajkiem – najważniejsze, by się nie zbiło.

    Ale koniec końców Julcia schowała się przede mną w kącie koło lodówki. Przykucnąłem za nią, lekko rękę na ramieniu położyłem i coś tam próbuję mówić. Wszedłem w rolę dorosłego. Gdzieś w podświadomości założenie, że dziecko może się speszyło, może przestraszyło, może obraziło. Mała nagle się odwróciła i na wysokości mojej twarzy zobaczyłem zawadiacko uśmiechniętą buzię wesołego Einsteina. Bąknąłem tylko: Przepraszam. Julcia pewnie nie wiedziała, za co ja ją przepraszam. Otóż za te moje półświadome podejrzenia w stosunku do niej. A przecież to ona usiłowała mnie rozbawić, przysłuchując się zbyt poważnej rozmowie dorosłych. Kto nie potrafi być dzieckiem do końca życia, bywa niebezpieczny dla otoczenia – lubię tę sentencję. Jest rodem z Ewangelii.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół