• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Być z człowiekiem

    ks. Remigiusz Sobański, profesor prawa kanonicznego

    |

    GN 49/2006

    dodane 05.12.2006 09:46

    Nieszczęścia, jak to z kopalni „Halemba”, to egzamin dla całego społeczeństwa. Sądzę, że społeczeństwo zdało ten egzamin

    Dużo się mówi o słabnącej czy wręcz zanikającej solidarności ludzkiej. Obserwatorzy życia i analitycy zwracają uwagę na zaostrzającą się konkurencję, bezpardonową rywalizację – „wyścig szczurów” wydaje się trafnym określeniem stosunków międzyludzkich.

    A jednak to niezupełnie tak. Raz po raz ludzie pokazują, że stać ich na solidarność z bliźnimi – nie tylko słowną, deklarowaną, ale autentyczną, serdeczną, czynną... Jest faktem, że tę solidarność, której na co dzień wydaje się brakować, okazują ludzie wtedy, gdy bliźnich dotknęło ciężkie doświadczenie – w obliczu wydarzeń tragicznych, jak te na kopalni „Halemba” 21 listopada. Ale też właśnie wtedy tej solidarności najbardziej potrzeba.

    Człowiekowi potrzebny jest człowiek, ludziom potrzebni są ludzie – ważna jest też sama obecność, odczuwana gotowość niesienia pomocy: duchowej, fizycznej, materialnej – słowem, czynem, nieraz milczeniem... Przejawy solidarności są różne. Zależnie od sytuacji ich podstawą i wyznacznikiem jest zawsze poczucie wspólnoty każące „być razem”, zwłaszcza w chwilach trudnych, dramatycznych czy zgoła beznadziejnych. Wtedy budzi się i motywuje ludzi solidarność spontaniczna, wspierająca i ożywiająca solidarność zorganizowaną, przede wszystkim zaś bardziej „ludzka”, serdeczna, ofiarna.

    Nieszczęścia, jak to z kopalni „Halemba”, to ciężkie doświadczenie dla osób dotkniętych wprost. Ale to też egzamin dla całego społeczeństwa. Obraz owych tragicznych wydarzeń, jaki rysował się w mediach, pozwala – sądzę – stwierdzić, że społeczeństwo zdało ten egzamin. Chodzi nie tylko o wypełnienie obowiązków i wykonanie tego, co do kogo należy. Po prostu: ludzie byli na miejscu! Miejscowi, sąsiedzi i przyjaciele rodzin górników, którzy zginęli, władze wszystkich szczebli, duchowni... „Solidaryzuje się cała Polska”, to nie był frazes, tak to naprawdę wyglądało. Ogłoszona żałoba narodowa to nie tylko rutynowa decyzja władz, ale nastrój Polaków, trwających we więzi duchowej z rodzinami dotkniętymi nieszczęściem, z górnikami, z mieszkańcami Rudy Śląskiej i Górnego Śląska.

    Ludzie występujący w mediach w tych dniach wydawali się znacznie bardziej autentyczni niż zazwyczaj, nie zgrywali się, byli chyba po prostu sobą, zwyczajni: ludźmi przeżywającymi swą przynależność do rodzaju ludzkiego. I muszę przyznać, że dawno już nie słyszałem w mediach tyle zwyczajnych, ale przecież mądrych wypowiedzi. Ich ton i język jakże różnił się od tego, co zazwyczaj płynie z ust polityków i nie tylko. Nie waham się powiedzieć: udzielaliśmy sobie lekcji życzliwości, patriotyzmu (mimo że słowo to nie padło ani razu) i chrześcijańskiego patrzenia na świat. Przede wszystkim zaś okazało się, że potrafimy być solidarni. I że potrafimy być z człowiekiem...

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół