• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Społeczeństwo odsądzanych?

    ks. Remigiusz Sobański, profesor prawa kanonicznego

    |

    GN 36/2006

    dodane 04.09.2006 13:54

    Każdy człowiek ma przyrodzone prawo do dobrego imienia. Jako prawo przyrodzone, czyli naturalne, wyprzedza ono wszelkie prawo ludzkie

    Jako przykład pytań podchwytliwych, insynuujących, jakich nie wolno stawiać, przytacza się studentom takie: „Panie sędzio, czy pan przestał już brać łapówki?” – na dodatek jeszcze z żądaniem: „Proszę o krótką, jasną odpowiedź: tak lub nie”. Pytający zapewnia przy tym „ja się tylko pytam”, a przecież w pytaniu już jest zawarta teza. Pytany próbuje ją podważyć, zwraca uwagę na pomówienie i na z góry założoną jego sprzedajność, ale wtedy słyszy, że chce się wywinąć i kręci.

    Przytoczony przykład niegodziwości utrwala się niestety jako maniera dyskursu politycznego. Prowadzi się go w sposób z góry ustawiający przeciwnika na pozycji straconej – odmienny pogląd, inne postrzeganie świata mają go dyskwalifikować etycznie lub intelektualnie: śmiąc nie godzić się czy zgoła odważając się oponować, daje dowód niedostrzegania oczywistości („kto tego nie dostrzega, ten jest...”), przewrotności umysłowej oraz/lub złej woli. No bo któż „o zdrowych zmysłach” może kwestionować to, co oczywiste (ściślej: zostało ogłoszone jako oczywistość)? Nie ma wyjścia, przeciwnik musi tłumaczyć się, że nie jest wielbłądem.

    Dotyczy to nie tylko polityków. Coraz częściej w „majestacie prawa” (tzn. z powołaniem się na przepisy) stawia się pytania, które są po prostu obraźliwe, insynuujące, zakładające winę. Szanujący się człowiek nie powinien wdawać się w tak prowadzone rozmowy ani dać się wciągnąć w zastawione sieci. Pytany ma prawo do odmowy odpowiedzi i dopóki nie postawiono uzasadnionego zarzutu względnie nie zachodzi sytuacja wymagająca nadzwyczajnej przezorności, dopóty nikt nie ma powodu, by zapewniać, że nie kradł, nie cudzołożył, nie był agentem ani nie dopuszczał się żadnych innych bezeceństw. Każdy człowiek ma bowiem przyrodzone prawo do dobrego imienia.

    Jako prawo przyrodzone (czyli: prawo naturalne) wyprzedza ono wszelkie prawo ludzkie. Winni je przeto respektować wszyscy – zarówno „zwykli ludzie” w ich codziennych kontaktach, jak i władza, zwłaszcza „wymiar sprawiedliwości”, przede wszystkim zaś prawodawcy. Prawo naturalne, w tym także prawo do dobrego imienia, stanowi wedle myśli chrześcijańskiej punkt odniesienia przy stanowieniu i stosowaniu prawa. Dopóki ktoś swym zachowaniem nie okazuje się niegodziwcem, ma prawo, by jego dobre imię respektowano. Z prawem tym kłóciłyby się (i – konsekwentnie – byłyby niemoralne) ustawy, które nakładałyby na człowieka obowiązek udowadniania niewinności czy przedkładania świadectwa moralności. Są oczywiście stanowiska, których powierzenie wymaga większej przezorności i upewnienia się nie tylko o kompetencjach, ale też o profilu etycznym kandydata, atoli konieczne zabezpieczenia nie uzasadniają prawa budowanego na podejrzeniach. W przeciwnym razie będziemy tworzyć społeczeństwo odsądzanych...

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół