• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Każdy okruch dobra

    ks. Tomasz Horak, proboszcz wiejskiej parafii Nowy Świętów

    |

    GN 36/2006

    dodane 04.09.2006 13:54

    Ziemi na niebo nie przerobimy. Ale jeśli choć trochę uśmiechu z anielskich twarzy uda się przenieść na dotknięte bólem oblicza ludzi chorych – to już coś

    Rochus – to w niejednym mieście cmentarny kościółek. Są to na ogół cmentarze choleryczne z różnych czasów. Bo św. Roch jest patronem od „morowego powietrza”. Proboszcz takiego cmentarnego sanktuarium zaprosił mnie na odpust. Kazań było aż na pięć różnych tematów – rekolekcje, które przyciągają po kilka tysięcy pielgrzymów. W Dobrzeniu Wielkim drewniany kościółek św. Rocha liczy już dobrze ponad trzy wieki. W ołtarzu trzechsetletni obraz przedstawia radość nieba i cierpienia ziemi. Dwa światy, z woli Jezusa, łączy św. Roch. W ziemskim świecie chorób i nieszczęść uwagę zwraca chory na inwalidzkim wózku. Mój Boże, cóż to za wózek! Drewniane koła z żelazną obręczą – jak u wozu. Ile mógł ważyć taki wózek? Jak posługiwać się tym wehikułem?

    Przed ołtarzem i wokół kościółka chorzy, także ci na wózkach. Ale już innych – aż po wygodne, samobieżne, z elektrycznym napędem nie tyle wózki, co eleganckie i funkcjonalne pojazdy. Ów chory na obrazie sprzed trzech stuleci ma twarz wykrzywioną bólem i wzniesioną ku świętemu. A chorzy w kościele? Cierpienie widać na niejednej twarzy. Ale równocześnie maluje się na nich spokój. Na niektórych nawet uśmiech i radość. Przy wózkach widzę młodych ludzi, dziewczęta i chłopców – to młodzieżowa grupa charytatywna. Pomagają chorym. Jakoś tak ciepło koło serca się robi, gdy to widzę. Św. Roch ma swoich pomocników.

    Ma nie tylko tu. Na myśl przychodzi mi „moje” hospicjum onkologiczne, z którym się związałem, i wszystkie inne, które bez zaangażowania sił społecznych nie mogłyby być tym, czym są. Widzę dzieci z pewnej szkoły specjalnej, jak te fizycznie sprawne z troską, wręcz z czułością towarzyszą kolegom i koleżankom na wózkach. To nie na pokaz, tak u nich jest na co dzień. Widzę emerytowaną pielęgniarkę, która zamiast odpoczywać, wyszukuje w całej okolicy umierających, aby im towarzyszyć w ostatnich dniach i godzinach. Ziemi na niebo nie przerobimy. Ale jeśli choć trochę uśmiechu z anielskich twarzy uda się przenieść na dotknięte bólem i słabością oblicza ludzi chorych – to już coś.

    O czym mówiłem na kazaniach tego odpustu? O nadziei. Bo choć nie zawsze będzie lepiej, to przecież Bóg dostrzeże każdy okruch dobra i każdy wbuduje w wielkie dzieło stworzenia. Dobrze, że jest tylu ludzi, którzy mają taką nadzieję – jak św. Roch.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół