• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Ręka, męka, dębina

    ks. Tomasz Horak, proboszcz wiejskiej parafii Nowy Świętów

    |

    GN 36/2005

    dodane 06.09.2005 11:04

    Może z tej małej szkółki wyjdzie ktoś wielki. Dlatego pozaprogramowo sterczę

    Utkwił mi w pamięci fragment wierszyka, powtarzany przez moją Mamę, która zaczynała edukację w czasach Franciszka Józefa. „Ręka, męka, dębina, ja idę do szkoły...”. Otóż to. Ja też idę do szkoły. Ja, kontraktowy nauczyciel religii ze specjalizacją. Wiejski nauczyciel, co daje mi mały dodatek każdego miesiąca. Od kilku lat z coraz mniejszym zapałem do szkoły chodzę. Może to przedemerytalny wiek? A może raczej to, że ta moja szkoła pustoszeje? Kiedyś na dyżurze trzeba było mieć oczy dookoła głowy, a i tak zawsze coś się wydarzyło. Teraz nauczyciel się rozgląda, gdzie są te dzieci.

    A jeśli wywiną jakiś numer, to się cieszymy – znak, że szkoła jest! No i ksiądz w tej szkole. Potrzebny. Niewtajemniczeni pewnie nie wiedzą, choć powinni, że każda szkoła ma swój program wychowawczy. Dzisiejszy świat uwierzył w stosy papieru. A zadrukowane papierzyska najczęściej mają się nijak do życia. Aby wychowywać, potrzebna jest obecność. Dlatego pozaprogramowo sterczę na podwórku, na szkolnym korytarzu. I nie jest to strata czasu. Czasem powygłupiam się z dzieciakami, niekiedy nakrzyczę, to znów wysłucham zwierzeń, nieraz skarg i żalów. Bywa, że przytulę jakieś zapłakane stworzenie. A jak dzwonek nie działa, to głośnym gwizdnięciem oznajmiam koniec przerwy.

    Wiem, są inne szkoły – wielkie, gwarne, w których nawet nie wszyscy nauczyciele się znają. Tam obecność księdza jest jeszcze potrzebniejsza. I to nie kolejnego, przypadkowego, początkującego – ale związanego z konkretnym szkolnym środowiskiem, doświadczonego, będącego mistrzem dla uczniów i kolegów (koleżanek) nauczycieli. Przy nim młodsi księża, zakonne siostry, świeccy katecheci mają szanse stać się taką szczególną „drużyną” wśród grona pedagogicznego. W tej dziedzinie nie powinno być improwizacji i kuszenia Pana Boga. Wiem, że bywa.

    Wzdycham sobie wtedy: „Dobrze, że jestem tylko wiejskim proboszczem”. I robię, co mogę w swojej małej szkółce. Małej? A może z tej małej szkółki wyjdzie ktoś wielki i dlatego każda lekcja i każda przerwa są ważne? Może po to Bóg mnie tu posłał? Zatem „Ręka, męka, dębina, ja idę do szkoły”. Z radością i poczuciem misji. Co? że to zabrzmiało zbyt patetycznie? Ale przecież skierowanie katechety do szkoły przez biskupa nazywa się „misją kanoniczną”. Chyba coś w tym jest, nieprawda?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół