• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Naim znaczy umiłowany

    o. Augustyn Pelanowski OSPPE

    |

    GN 22/2010

    dodane 02.06.2010 22:39

    W całym wszechświecie nie ma nikogo takiego, komu by zależało bardziej na obdarowaniu życiem niż Bogu.

    Anna ciągle rozpacza. Ma 56 lat i żadnej nadziei na to, że cokolwiek się zmieni w jej życiu. Wiele razy modliła się do Boga, by uwolnił jej syna od pijaństwa, i nic. Gdy rzuca się na kolana wieczorem przed krzyżem, mówi: „Jestem gotowa sama umrzeć, albo przyjąć kalectwo, byleby tylko mój syn był wolny od alkoholu. To na mnie zrzuć cierpienie, ale zdejmij je z mojego syna. Zabierz mnie, ale jego uwolnij!”. Udała się do znajomego kapłana. Spoglądał na nią ze zrozumieniem, ale to, co od niego usłyszała, wytrąciło ją z równowagi. „Taka modlitwa nie mogła być wysłuchana”. Jak to, przecież gotowa jest poświęcić swoje życie i zdrowie?

    Czego jeszcze Bóg od niej chce? Powiedział, że Bóg nie chce od niej niczego, tylko tego, by spojrzała na Niego jak na kogoś, kto jeszcze bardziej pragnie zdrowia jej syna niż ona. Dopóki modląc się do Boga widzi w Nim nieubłaganego tyrana, któremu trzeba składać okrutne ofiary z samego siebie, to jej modlitwa trafia w próżnię, bo takiego Boga nie ma! Czy uważa, że bardziej kocha syna niż Jezus?

    Wziął do ręki Pismo i przeczytał jej zdarzenie z Naim. W hebrajskim to słowo oznacza UMIŁOWANY. Przez kogo bardziej był umiłowany syn niesiony na marach: przez matkę czy przez Jezusa? Anna zaczyna rozumieć. Dostrzega, jak niebezpieczne były jej modlitwy: nie tylko nic nie mogły zmienić, ale utwierdzały ją w obrazie Boga żądającego okrutnej zapłaty! W ten sposób jeszcze bardziej pogrążała się w rozpaczy. Jak mogła jej modlitwa przynieść komuś życie, skoro ją samą popychała w destrukcję? Czy ze złego drzewa rodzą się dobre owoce?

    Wielu ludzi kroczy drogą śmierci, tylko dlatego, że mają demoniczne wyobrażenie o Bogu. Jezus był gotowy zaryzykować własną śmierć, byleby tylko uratować od śmierci czy nieszczęścia innych, których spotykał na swej drodze. Łamał szabat, narażał się na zgorszenie, na bluźnierstwa, bo bardzo pragnął udzielać ze swego życia, uzdrawiać i uwalniać. Bogu najbardziej zależy na tym, byśmy uniknęli wszelkich zachowań, postaw, a nawet myśli, w których oswajamy się ze śmiercią, flirtujemy z nią, układamy się o haracz albo wprost oddajemy się jej w szpony.

    Śmierć jest pełna grozy, ale jeszcze gorsze od niej jest upodobanie w śmierci, powstrzymywanie się od życia, zahamowanie kreatywności duchowej, wycofanie i trupia bierność, i spodziewanie się najgorszego. Istnieje przykazanie, które wyprzedza wszystkie inne: „Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania; ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz”. Bóg chce, by człowiek żył i ostrzegał go od początku przed śmiercią. W całym wszechświecie nie ma nikogo takiego, komu by zależało bardziej na obdarowaniu życiem. To tłumaczy, dlaczego On sam wszedł w śmierć. Umarł na krzyżu, by odzyskać wszystkich, których śmierć pochłonęła.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół