• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Stała

    ks. Tomasz Jaklewicz

    |

    GN 37/2006

    dodane 06.09.2006 14:26

    Miłość nie wyraża się tylko w słowach lub w czynach. Czasem nie da się już nic zrobić, nic powiedzieć. Wtedy najważniejsza jest sama obecność.

    Bywa często w Ewangelii tak, że nawet jedno słowo, z pozoru mało znaczące, zawiera wiele ukrytych treści. „Przy krzyżu Jezusa stała zaś Jego Matka” – zanotował Jan Ewangelista. Stała Matka Boleściwa – śpiewamy w hymnie. Jedno niepozorne, wręcz banalne słowo: „stała” nabiera tu nowego sensu. Co oznacza?

    Najpierw obecność. Maryja stała, czyli była obecna. Była tam, gdzie powinna być kochająca matka. Miłość nie wyraża się tylko w słowach lub w czynach. Czasem nie da się już nic zrobić, nic powiedzieć. Wtedy najważniejsza jest sama obecność. Po prostu być. Wiernie, cierpliwie, do końca. Nie jako bierny widz, ale współuczestnik. Taka obecność jest jak bandaż położony na krwawiącą ranę. W filmie Mela Gibsona „Pasja” rolę Maryi znakomicie, moim zdaniem, zagrała rumuńska aktorka Maja Morgenstern. Zapamiętałem jej wzrok. Ciemne piękne oczy mówiły wszystko. Był w nich bezgraniczny ból i zarazem bezgłośne: „jestem z Tobą, mój Synu”. Tylko miłość potrafi tak patrzeć.

    Druga rzecz to męstwo. Maryja stała pod krzyżem, bo była mężna. Stała, a więc nie dała się złamać. Nie złamało Jej ani cierpienie Syna, ani własny ból, ani niesprawiedliwość dokonująca się na Jej oczach. Krzyż był drzewem hańby. Stanąć przy nim, znaczyło opowiedzieć się po stronie pohańbionego. Matka stanęła po stronie przegranego Syna, odrzuconego Mesjasza, samotnego Boga. Złączona z Nim w godzinie ciemności. W chwili największej próby okazała się silniejsza od Apostołów. Gdzie był Piotr deklarujący, że pójdzie z Mistrzem na śmierć, wymachujący mieczem w Ogrodzie Oliwnym? Gdzie pozostali uczniowie? Maryja nie rozpacza, nie obwinia. Choć być może nie wszystko rozumie. Może atakuje Ją pytanie: dlaczego? Ona trwa, bo wie, że musi tutaj być. Odpowiada najpełniej na prośbę Jezusa z Getsemani: „zostańcie tu i czuwajcie ze Mną”.

    Pobożność maryjna na ogół wyraża się w modlitwie do Maryi. Powinna wyrażać się także naśladowaniem Maryi. Wierzyć jak Ona, kochać jak Ona…, stać pod krzyżem jak Ona. Matka Bolesna uczy, że w miłości ważna jest obecność. Zwłaszcza wobec osób cierpiących. Nieraz człowiekowi brakuje słów, nieraz nie wie, co zrobić. Zawsze można ofiarować drugiemu swój czas. To bezcenny dar. Być z kimś, nadając całym sobą (spojrzeniem, gestem, dotykiem) czytelny komunikat: twoje cierpienie nie jest mi obojętne, twój ból dotyka także i mnie.

    Szkoła Maryi Bolesnej to także lekcja męstwa w obliczu cierpienia. Kiedy krzyż spada na kogoś, kogo kochasz, nie wolno stchórzyć, uciekać, odwracać wzroku. Maryja pod krzyżem uczy też męstwa wobec niesprawiedliwości. Pokazuje, że warto i trzeba stać do końca po stronie ludzi przegranych, pokonanych, odrzuconych. Gdy wszyscy inni już dawno uciekli. Chrześcijaństwo w najczystszej postaci: być z tymi, z których nie możesz już nic mieć. Tylko krzyż.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół