• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Zbawienie do kupienia

    Franciszek Kucharczak

    |

    GN 14/2010

    dodane 06.04.2010 20:09

    Myśl wyrachowana: Nikt nie może się zbawić – każdy może przyjąć zbawienie

    Przeczytałem parę dni temu, że wskutek ujawnienia pedofilii wśród księży, co piąty niemiecki katolik zamierza wystąpić z Kościoła. Ciekawe, w kogo ci ludzie wierzyli, skoro zdrady wyznawców Chrystusa zrażają ich do zdradzonego Chrystusa. Wyznawcy Judasza czy co? Co to za logika: odchodzić od Boga z powodu grzechu człowieka? Wychodzi na to, że nie Chrystus ich inspiruje, lecz pedofile. Ale cóż – ledwie co szósty niemiecki katolik zaszczyca w niedzielę kościół obecnością, więc chyba nie będzie trudno wystąpić z czegoś, do czego się prawie nigdy nie wstępowało. Pretekst do przykrycia duchowego lenistwa zawsze się znajdzie. Nie tylko w Niemczech, rzecz jasna. Jedna pani tak się kiedyś zdenerwowała na mój tekst przeciw antykoncepcji, że oświadczyła w liście: „przez pana kończy się moja przygoda z Kościołem katolickim”. I co – gdy stanie przed Bogiem, powie: „Porzuciłam Twojego Syna, bo jakiś Kucharczak coś tam napisał”?

    Odejść od prawdy umie każdy głupi. I właśnie dlatego jest głupi, że odchodzi, bo nawet nie zadaje sobie pytania, gdzie się potem podzieje. Piotr na pytanie Jezusa: „Czy i wy chcecie odejść?” odpowiedział pytaniem: „Do kogo pójdziemy?”. Genialna była ta prostota Piotra: „Ty masz słowa życia wiecznego” – więc zostajemy przy Tobie. Jest w tym pewna interesowność, ale co to – nie mamy prawa do interesowności? Przeciwnie! Z Chrystusem zyskujemy dokładnie wszystko i musimy to wiedzieć. Pamiętam, że gdy wiele lat temu po raz pierwszy usłyszałem treść Koronki do Miłosierdzia Bożego, zdziwiłem się. Jak to? Ja mam ofiarować Bogu „Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo” Jezusa Chrystusa? Ja? Długo tego nie rozumiałem. Dopiero gdy przyszła na mnie ciemna godzina, uświadomiłem sobie, jak bardzo jestem do bani. Przywaliło mnie poczucie winy z powodu tchórzostwa i innych świństw, jakie zrobiłem Panu Bogu.

    Czułem się pusty i bardziej bezradny, niż musi się czuć kaznodzieja, gdy wzywa: „Trzeba nam, abyśmy niejako odnowili w sobie więź z Bogiem”. No po prostu bezsens i esencja niemocy. Jakoś tak wtedy uświadomiłem sobie, że ten stan nie jest złudzeniem. Właśnie on jest zgodny z prawdą, a nie sytuacja, gdy jestem pewny siebie. Dziadostwo jest moim stanem faktycznym i niczym nie mogę tego zrównoważyć. Jak Bóg może mieć upodobanie w kimś takim? I wreszcie dotarło do mnie, o co chodzi w koronce, której treść przekazała nam św. Faustyna. Ja sam z siebie nie mogę zadośćuczynić za swoje grzechy, ale mogę Bogu ofiarować to, co mi Jezus dał! Od chwili gdy za mnie umarł, już nie mam pustych rąk – mam w nich Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jego Syna. To tak, jakby ktoś dał mi pieniądze na wykup z niewoli, w jakiej się z własnej winy znalazłem. Sam takiej sumy nigdy bym nie zdobył. Teraz w zamian za moje grzechy mogę ofiarować Bogu owoce męki Jego Syna. Wobec takich argumentów Bóg „wymięka”. Trzeba Mu je tylko osobiście przedstawić.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół