• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Człowieku, orientuj się

    Franciszek Kucharczak

    |

    GN 18/2009

    dodane 05.05.2009 00:17

    Myśl wyrachowana: Zdrowie jest jedno - pluralizm panuje wśród chorób

    Miss Kalifornii, 21-letnia Carrie Prejean, miała pewne zwycięstwo w konkursie na najpiękniejszą Amerykankę. Musiała tylko odpowiedzieć na pytanie członka jury, niejakiego Pereza Hiltona. Pan Hilton, z racji homoseksualnego defektu, jakim się szczyci, zasiadał w komisji w charakterze świętej krowy. Normalna krowa, czego by nie powiedziała, zawsze wychodzi z tego „muuuu”. Z kolei święta krowa, czego nie powie, zawsze musi upomnieć się o prawa dla homoseksualistów. Nie inaczej było tym razem. Hilton zapytał pannę Carrie, czy stany USA powinny zalegalizować małżeństwa osób tej samej płci. Na tak zadane pytanie miss mogła odpowiedzieć: „ależ oczywiście”, „naturalnie”, „z całą pewnością”, albo choćby skromne „tak”. Zamiast tego powiedziała coś niesłychanego, coś, co zakłóciło obroty sfer niebieskich – a jeśli nie niebieskich, to na pewno bardzo wysokich. Powiedziała mianowicie, że jej zdaniem, małżeństwo to… związek mężczyzny i kobiety!

    W tym momencie dziewczyna zbrzydła. Stała się do tego stopnia odrażająca, że Perez Hilton musiał zablokować jej zwycięstwo. Skutkiem tego wygrała miss Karoliny Północnej. Kilka godzin później Hilton potwierdził na swoim blogu, że ta „głupia suka” przepadła z powodu „niepoprawnej odpowiedzi”. Tak napisał: „głupia suka”. I dodał, że gdyby jednak wygrała, on wskoczyłby na scenę i zerwał jej z głowy koronę. Oczywiście słowa te mu nie zaszkodziły, bo świętej krowie szkodzi tylko brak obiektu do zdemolowania. Amerykanie ze zwykłych sfer okazali się jednak tak samo zboczeni jak panna Carrie, bo podzielili jej opinię na temat małżeństwa. Niedoszła miss otrzymała górę podziękowań i gratulacji za odwagę. Jej popularność w Ameryce osiągnęła szczyty. Ale to marna pociecha. Dlaczego pozwoliliśmy, żeby „odwagą” stało się mówienie rzeczy najbardziej oczywistych? Dlaczego nawet małżeństwo i rodzinę zezwoliliśmy świętym krowom zdegradować do poziomu obory?

    Lata lekceważenia małych kroczków kłamstwa zrobiły swoje. Zajrzyjcie do encyklopedii sprzed 30 lat. Za to, co tam wtedy pisali o homoseksualizmie, w Szwecji pisaliby dzisiaj prośbę o złagodzenie kary. A w samej rzeczy nic się nie zmieniło, nie ma nowej wiedzy na temat homoseksualizmu – jest za to wola polityczna, żeby taka wiedza była. Jej bazą jest powszechny brak wiedzy na temat stanu wiedzy. Wskutek uporczywego jazgotu ideologów nowego totalitaryzmu świat uznał, że ludzie dzielą się nie według płci, tylko na heteroseksualistów (kto 20 lat temu znał to słowo?) i homoseksualistów. Ideologom udało się narzucić kłamliwe pojęcie „homofobii” i przekonać, że najgłębsza ciemność ma barwy tęczy. To oni kazali używać słowa „orientacja” na określenie zarówno zdrowych, jak i chorych skłonności seksualnych. A przecież orientacja oznacza skierowanie ku Orientowi, czyli ku Wschodowi. Kiedyś kościoły były orientowane, skierowane w jedną stronę – ku świętemu miastu Jeruzalem. Bo Jerozolima jest jedna, Zbawiciel jest jeden i prawda jest jedna. Orientacja też jest jedna. Reszta to dezorientacje.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół