Nowy numer 17/2018 Archiwum

Zgrzytanie Kościoła

Myśl wyrachowana: Gdyby Kościół szedł za ludźmi, ludzie nie szliby za Bogiem.

Właśnie przeczytałem wywiad z panią, która zorganizowała sobie dziecko metodą in vitro. Uśmiecha się na zdjęciu, przytulając chłopczyka. Opowiada, że Bóg dał jej to dziecko. Rozstała się z drugim mężem, więc mały będzie jak znalazł.

Szczęśliwa matka z dzieckiem. Na taki widok topnieją serca niewieście, a mężczyźni czują ściskanie w gardle. W tej sytuacji za potwora robi każdy, kto ośmieli się powiedzieć, że za tym sielankowym obrazkiem kryje się coś złego. Bo to taki zgrzyt usłyszeć, że to dziecko ma jeszcze rodzeństwo na śmietniku albo w lodówce, prawda? Niemiło usłyszeć, że dzieci nie są niczyim prawem i nie można ich traktować jak lekarstwa na kompleksy. A ludzie nie lubią zgrzytów. Jakaż to więc piękna okazja, żeby uderzyć w sprawcę zgrzytu. – Patrzcie, oto wasz Kościół. Organizacja oszustów i wyzyskiwaczy, zakała nauki i postępu. Tam się tylko zbija kasę na naiwności potulnego ludu – jazgoczą senyszynoidy.

Nie tak prędko. Skoro Kościół jest zgrupowaniem wyzyskiwaczy i cwaniaków, to jaki zysk ma z tego, że sprzeciwia się in vitro? Jeśli tak mu zależy na tłumach płatników, to nie mógł zrobić gorszej rzeczy! Gdyby Kościół zatrudniał piarowców, toby się zaraz powiesili. Z góry przecież było wiadomo, że lobby „miłosiernych” wykorzysta to, żeby Kościół zdyskredytować. Wiadomo było, że prasę zaleją zdjęcia matek z bobasami, szczęśliwych, bo nie słuchały Kościoła. Oczywiste było, że na pniu kupi to spora część społeczeństwa, a niejeden katolik-ale znajdzie w tym okazję do opuszczenia Kościoła w glorii szlachetnego protestu. Dlaczego w takim razie Kościół zajął tak niepopularne stanowisko? Odpowiedź jest prosta: bo to stanowisko WŁAŚCIWE. Bo tego wymaga wierność prawdzie, a więc Bogu.

Gdyby Bóg popierał in vitro, papieżem byłaby Kluzik-Rostkowska, a nie Joseph Ratzinger. Czy myślicie, że Duch Święty dozwoliłby Kościołowi błądzić w tak ważnej sprawie? Gdyby Kościół szukał doraźnego zysku i popularności, błogosławiłby wszystko, czego zażyczyliby sobie kapłani politycznej poprawności – aborcję, kondomy, seks w każdej wersji, eutanazję, sztuczne zapłodnienia. I upadłby, bo przegrałby w konkurencji z przeciętnym sex-shopem i byle kliniką w Holandii. Ale, z łaski Boga, Kościół pozostanie opoką. Skałą, która nie ulega zmiennym prądom opinii społecznej. I choć w tę skałę uderzają spienione fale, to one się na skale rozbiją – nie odwrotnie. A wtedy schronienie znajdą na niej nawet rozbitkowie z wrogich okrętów, którzy po sparzeniu się na rządach, partiach i ideologiach, staną wreszcie w prawdzie. Czy jednak musi to być znów po szkodzie? Czy wskutek in vitro ludzkość koniecznie musi się zmagać z problemem kazirodczych małżeństw? Czy musi fundować pokoleniom zmajstrowanych ludzi kompleksy tożsamości? Czy musi narażać się na eskalację niepłodności? Lepiej z mądrym stracić, niż z głupim znaleźć. Ale to już każdy musi sam rozstrzygnąć, kogo uważa za mądrego – skałę Kościoła czy pianę, toczoną przez fałszywych proroków

« 1 2 »
oceń artykuł