• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Paciorki burzące

    Franciszek Kucharczak

    |

    GN 40/2008

    dodane 06.10.2008 09:29

    Myśl wyrachowana: Różańca nie wystarczy trzymać – trzeba się go trzymać.

    Kuba Wojewódzki gościł ostatnio w swoim programie Szymona Hołownię. Gospodarz, z mizernym skutkiem, próbował nabijać się z religijności gościa. Wygłaszał wywody o wzwodach, parodiował też biczowanie różańcem z motywów bynajmniej nie ascetycznych. Różaniec to rekwizyt poręczny przy wykpiwaniu. Gdy ktoś chce nakreślić karykaturę katolika, najczęściej sięga po wizerunek smutnego niedojdy ze wzniesionymi oczami, kłapiącą wargą i z dłońmi ściskającymi – no właśnie – różaniec. Ale proszę pomyśleć o konkretnych osobach, które różańca używają. Używają – a nie oplatają nim, w charakterze amuletu, lusterka w samochodzie. Więc czy te osoby rzeczywiście pasują do tej karykatury?

    Jeden z moich przyjaciół odmawia dziennie cały Różaniec – wszystkie cztery części, czyli dwadzieścia tajemnic. Prawda, że słysząc coś takiego, widzimy w wyobraźni jakąś anemiczną mimozę? Głos cichy, dłonie wiotkie, oczy podkrążone. A figa! To chłop jak dąb, wesoły, konkretny. Jeździ potężnym tirem po całych Stanach Zjednoczonych, obstawiony sprzętem komputerowym i satelitarnym. Pisze felietony na swojej stronie internetowej katolik.us. Nie pytałem go o zgodę na ujawnienie, że tyle się modli, ale dzięki temu nie musi mi odmawiać. Problem katolików polega nie na tym, że mają różańce, tylko na tym, że wielu na „maniu” poprzestaje. Niejeden katolicki nieboszczyk musi się po przejściu na tamtą stronę dziwić, czym też mu krewni ręce związali. A jak taki musi świecić oczami, gdy go tam zapytają: „Czy to twój?”.

    Jest w różańcu coś potężnego. Egzorcyści opowiadają czasem o histerii, w jaką wpada diabeł, gdy ludzie zaczynają się modlić na tych niepozornych paciorkach. Pewnie dlatego też „natycha” prześmiewców do kpin z tego narzędzia, które mu tak rozwala robotę. Ale my różańca nie musimy bronić. To on służy do obrony – i do ataku. Nieprzypadkowo pierwsi jego propagatorzy, dominikanie, przypasali go do lewego boku, tam gdzie wówczas rycerze nosili miecze. On jest dużo lepszy od miecza. Działa nieinwazyjnie, a przenika do serca. Wiele lat temu ksiądz na religii mówił nam, że Robert Kennedy, postrzelony przez zamachowca, wyciągnął różaniec i przesuwając jego paciorki, zmarł. Myślałem, że to pobożny bajer dla naiwnych, zwłaszcza że bracia Kennedy gigantami pobożności nie byli. Aż kiedyś przeglądałem książkę „Encyklopedia XX wieku”. A tam widzę zdjęcie umierającego Roberta Kennedy’ego, który trzyma w ręku… różaniec. No tak. W sytuacjach granicznych okazuje się, czego naprawdę w życiu warto się trzymać. Dobrze, gdy można się tego chwycić choćby w ostatniej chwili. 150 lat temu w Lourdes Maryja wiele mówiła o Różańcu. Polecała tę modlitwę ludziom, którzy za pośrednictwem świętej Bernadetty prosili Ją o wysłuchanie próśb. Uderzyły mnie kiedyś Jej słowa: „Dobrze, ale niech w rodzinie przez rok odmawiają Różaniec”. Dlaczego przez rok? Pewnie dlatego, że po roku takiej modlitwy człowiek rozumie, że najlepszym, co go mogło spotkać, jest właśnie modlitwa.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół