• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Kult planowania

    Franciszek Kucharczak franku@goscniedzielny.pl

    |

    GN 52/2007

    dodane 03.01.2008 08:31

    Myśl wyrachowana: Ludzie chcą mieć tylko to, co zaplanują, choć pewni mogą być tylko śmierci, której nie planują

    Stałość to cnota. Dziennikarze „wiodących mediów” posiedli ją w stopniu heroicznym. Jak dowalali poprzedniej władzy, tak po zwycięstwie PO niezłomnie dowalają poprzedniej władzy. Ale może to dlatego, że obecna władza żadnych wad nie ma. Wystarczy spojrzeć, jak pod ożywczymi promieniami nowych rządów do łask wracają tłamszeni oświeciciele narodu. Na przykład „wybitna etyk” Magdalena Środa, która swego czasu raczyła zagranicę opowieściami, że Polacy biją żony, bo są katolikami. Teraz pani Środa orzekła w telewizji, że stanowisko Kościoła w kwestii in vitro jest czymś podobnym do stanowiska Żydów w kwestii jedzenia wieprzowiny. Ot taki sobie zwyczaj, który ma się nijak do prawa państwowego.
    No jasne. Jedni lubią rybę z wody, inni dzieci z seksu. A skoro rybę można przyrządzić tak lub siak, to i dzieci można spłodzić tradycyjnie lub nowocześnie, czyli spreparować w probówce. Nowocześnie jest oczywiście zawsze lepiej, a za postęp wszyscy muszą płacić. Skoro jednak Kościół jest wsteczny, to może upominać się o formę „tradycyjną”, ale tylko u katolików. Bo to sprawa nie prawa albo budżetu, tylko teologii.

    Niezawodny redaktor Piotr Pacewicz na łamach „Wyborczej” postanowił jednak dobrać się i do teologii. Rodziców dzieci z probówek porównał do Maryi i Józefa, bo ci – jak zauważył – „kochali swoje dziecko, choć nie poczęli go w »ludzkim kontekście«”.Bardzo to subtelne porównanie, ale nietrafione, bo oni w ogóle Jezusa nie poczęli. Poczęła tylko Maryja – za sprawą Ducha Świętego. „Jak się to stanie, skoro nie znam męża?” – spytała zaskoczona. Jej zdumienie świadczy o czymś bardzo ważnym – o tym, że Jezus był dzieckiem nieplanowanym. Nieplanowanym przez Maryję, bo najwyraźniej inaczej wyobrażała sobie swoją przyszłość. Podporządkowała się jednak woli Boga. To zupełnie odwrotnie niż zwolennicy prawa do aborcji, ludzie stosujący antykoncepcję lub decydujący się na in vitro. Te osoby nie chcą słyszeć o zmianie własnych planów. Ich projekt musi być zrealizowany i już. „Z Bogiem lub choćby mimo Boga”.

    Kiedy Kościół przypomina, że traktowanie ludzi jak swojej własności to jednak „mimo Boga”, podnosi się krzyk, że to niemiłosierne i że to odbieranie ludziom szczęścia. Powtarzają to też bezmyślnie liczni katolicy. Im również wydaje się, że szczęście to realizacja własnych planów. A to nieprawda, bo szczęście to realizacja planów Boga, i to zwłaszcza wtedy, gdy człowiek dla Niego rezygnuje z własnych scenariuszy. A scenariusze wymagają zmiany zwłaszcza wtedy, gdy małżeństwo dowiaduje się o nieplanowanym dziecku, albo że na planowane dziecko nie ma widoków. Kto tę sytuację przyjmie w zaufaniu, że Bóg wie lepiej, doświadczy nieoczekiwanego szczęścia, choć po okresie lęku i nieraz na innej drodze, niż przypuszczał. Kluczowe słowa, od których zależało nasze zbawienie, wypowiedział nieplanowany Syn Maryi, a brzmiały one: „Nie jak Ja chcę, ale jak Ty” (Mt 26, 39b). I nie odnosiło się to do woli miłościwie nam panujących.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół