Nowy numer 16/2018 Archiwum

Małpi kraj

Myśl wyrachowana: Żeby traktować zwierzęta po ludzku, trzeba zostać człowiekiem

W Bawarii zastrzelili Brunnera. Chociaż nie! Brunner to świnia, a tu chodzi o niedźwiedzia o imieniu Bruno. Światowe agencje informacyjne wieszczą, że śmierć niedźwiedzia zaszkodzi reputacji Niemiec. Tamtejsza prokuratura bada, czy minister środowiska nie złamał prawa o ochronie zwierząt. Pozwolił zastrzelić niedźwiedzia bez powodu. No bo co to za powód, że Bruno zabijał zwierzęta domowe? Człowieka nie zabił. Zresztą nawet gdyby, to ludzi jest dużo, a niedźwiedzi mało.

Ale co tam Bruno. Może już Państwo słyszeli, że rządzący w Hiszpanii socjaliści zamierzają przyznać małpom człekokształtnym podstawowe prawa człowieka? Gibony, orangutany, szympansy i goryle mają tam otrzymać prawo do życia i indywidualnej wolności. Miałby je też objąć zakaz stosowania eksperymentów medycznych i tortur.

Pomysł hiszpańskich socjalistów jest logiczny. Nie ma przecież wyraźnego powodu, żeby uważać goryla za kogoś mniej godnego niż takiego premiera Zapatero. Jeśli się uważa, że wszystkie możliwe zasady życia społecznego są dyskusyjne, to należy przyznać prawa ludzkie nie tylko małpom, ale też żuczkowi gnojnikowi, stonodze i pantofelkowi. Hiszpańska lewica niebawem i do tego dojrzeje.

To też logiczne, bo każdy człowiek musi mieć jakąś moralność. Choćby taką na niby. Nikt na dłuższą metę nie zniósł- by świadomości, że jest kanalią. Dlatego w miejsce miłości należnej człowiekowi socjaliści oferują zastępczą miłość do zwierząt. To nic nowego. Mistrzem takiej miłości był żyjący w XVII wieku w Japonii Tokugawa Tsunayoshi. Zasłynął jako „psi szogun”, bo wydał mnóstwo dekretów na rzecz zwierząt. Nazywało się to „prawami współczucia dla istot żyjących”. Szogun skazał tysiące ludzi na przykład za to, że nie zwrócili się do czworonoga „szanowny panie psie”. Śmierć w męczarniach czekała wszystkich, którzy zranili zwierzę albo choćby nie rozdzielili gryzących się kundli. Koło obecnego Tokio szogun założył schronisko dla 25 tysięcy bezdomnych psów, a utrzymywał je z podatków, ściąganych bezwzględnie nawet podczas klęski głodu.

Dopóki nad strasznym niby-losem zwierząt użalają się tylko stuknięci ekolodzy i wegetarianie, można się uśmiechnąć. Oni tam sobie pikietują ubojnie, przykuwają się do bram rzeźni, ale schabowego na szczęście i tak nie brakuje. Niech tam. W końcu każdy ma jakiegoś hopla. Ale gdy za określanie, co jest dobre, a co nie, zabiera się państwo, sprawa zaczyna być poważna. Może ktoś myśli, że Hiszpanie zwariowali. Nie. To, co się dzieje w tym kraju, jest zgodne z prawami fizyki. To jest jak mała przerwa w wale przeciwpowodziowym. Jeden wyłom w moralności publicznej musi spowodować katastrofę moralności w ogóle. Po przyznaniu praw ludzkich małpom musi przyjść legalizacja małżeństw małpio-ludzkich z prawem adopcji. Niemożliwe? A czy dziesięć lat temu uznalibyście za możliwe to, co już stało się w Hiszpanii?

« 1 2 »
oceń artykuł