• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Oratio. Modlitwa obudzona Słowem

    ks. Tomasz Jaklewicz

    |

    GN 49/2010

    dodane 12.12.2010 23:34

    Adwent 2010 Uważne odczytanie i szczere medytowanie Słowa rodzi w człowieku modlitwę. Oratio to trzeci etap lectio divina. Żadna modlitwa nie jest tak głęboka jak ta, która budzi się w nas w odpowiedzi na słowo Boga.

    Podczas lectio i w meditatio Bóg mówi do nas. Pytamy o to, co znaczą Jego słowa, oraz o przesłanie dla mojego życia. Dwa pierwsze kroki lectio divina są po to, aby Bóg ze swoim słowem dotarł na samo dno mojej osoby, poruszył serce. Powtórzmy, lectio divina jest drogą modlitwy. Nie chodzi więc o zdobycie jakichś informacji, o nasycenie intelektu, ale o spotkanie z Bogiem, o konfrontację Bożej prawdy z moim życiem. Mój redakcyjny kolega, Marcin Jakimowicz, lubi powtarzać, że jakieś słowo go dotknęło. To wyrażenie bywa nadużywane, ale ono oddaje istotę rzeczy. Bóg chce trafić w jakiś punkt naszego życia, chce nas dotknąć. Kiedyś, podczas krótkiego kazania w ciągu tygodniu, jakaś kobieta nagle coś głośno zawołała. Zapanowała lekka konsternacja. Pomyślałem, że to ktoś z zaburzeniem psychicznym, okazało się, że nie. Kobieta podeszła po Mszy św. i opowiedziała o problemie, który jej ciąży. Słowo Boże trafiło dokładnie w to obolałe miejsce. Dotknęło ją tak silnie, że nie potrafiła zapanować nad emocjami i krzyknęła.

    Krzycz, jak potrafisz!
    Ten okrzyk to jest właśnie oratio. To wołanie zrodzone pod wpływem Słowa. Poruszone serce chce krzyczeć do Boga. To może być krzyk protestu, to mogą być łzy, ale również zachwyt czy dziękczynienie. Ważne jest, aby uwolnić swoje uczucia. Przed Bogiem nie trzeba się niczego wstydzić, mogę wszystko Mu oddać. Modlitwa serca jest nazwaniem po imieniu tego, co się w nas dzieje. Bóg chce wysłuchać mojej opowieści. Nie zależy Mu na tym, by recytować poezję, wygłaszać złote myśli. On chce prawdy. Także tej najtrudniejszej. Słowo Boga pobudza często do żalu, skruchy. Jakąś formą modlitwy jest wyznanie naszych grzechów, czyli to, co czynimy w konfesjonale. Modlimy się, opowiadając Bogu o naszych grzechach, słabościach, bólu, klęskach. Taka modlitwa staje się wołaniem o Boże przebaczenie i pokój serca.

    Pod wpływem słowa Bożego może rodzić się w nas modlitwa dziękczynienia i uwielbienia. Słowo odsłania wspaniałość Boga, przekonuje nas o tym, jak cudownie potrafi On działać nie tylko w odległej historii, ale również w historii mojego życia. Gdy dzięki słowu zaczyna się to widzieć, gdy niejako przyłapuje się Boga na gorącym uczynku, rodzi się w nas zachwyt, dziękczynienie, pragnienie wielbienia. Przykładem wyzwolenia takiej modlitwy jest Magnificat. Maryja w rozmowie z aniołem w chwili zwiastowania przeżywa swoje lectio i meditatio – słucha i rozważa słowo Boga. Ale w domu Elżbiety zostaje uwolniona jej radość i dziękczynienie: „Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy”. Maryja wyraża pieśnią stan swojego serca, przemienia to, co się w Niej dzieje, w modlitwę. Jest w tym spontaniczność, świeżość, piękno. Ojciec Innocento Garagno pisze, że „zapewne Maryja, śpiewając ten hymn, tańczyła”. Kto wie? Może i tak było.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół