• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • A papuga ani rusz…

    Z o. Maksymilianem Stępniem* rozmawia Marcin Jakimowicz

    |

    GN 10/2007

    dodane 12.03.2007 10:29

    WIELKI POST 2007 - KATECHEZA IV Marcin Jakimowicz: Czy moje dzieci odczują na własnej skórze skutki moich grzechów?

    O. Maksymilian Stępień: – Niestety tak. Jesteśmy jak naczynia połączone. Ktoś nazwał psychoterapię grzebaniem w grzechach przodków. Pamiętam wczorajsze czytanie – Bóg mówi: nie bądźcie jak wasi przodkowie. Jest w Biblii znakomity opis, jak to Izrael pod niewolą Babilonu zbuntowany pyta: Panie, dlaczego to my cierpimy? I przypominają sobie wołanie Boga do ich przodków: nie grzeszcie, trafiacie do niewoli. I zaczynają przepraszać za grzechy ojców i dziadków. Estera też tak się modli. Często zachęcam penitentów, by przepraszali za grzechy mamy czy taty. Przekleństwo zła dotyka całe rodziny.

    Jakiś przykład?
    – Kobieta jechała autobusem, gdy mały chłopczyk podszedł do niej z pistolecikiem na wodę i udawał, że strzela. Odepchnęła go agresywnie. Zdziwiła się. Nigdy nie reagowała tak wobec dzieci. Chłopczyk znów strzelił. A ona wybuchła ogromną dawką agresji, histerii, lęków. Dosłownie wypchnęła dziecko z autobusu. Przeraziła się swojej reakcji i zaczęła szukać jej korzeni. Okazało się, że jej mama, będąc w ciąży, uciekała przed Niemcami. Córka nieświadomie odziedziczyła potworny lęk.

    Inny przykład. Chłopak nienawidził matki. Odrzucał ją przez lata. A ona modliła się dniami i nocami, by Bóg pokazał błąd, który popełniła w wychowaniu. To genialna postawa – pytanie: Dlaczego grzeszę? Skąd mam te skłonności? Dlaczego mąż ucieka ode mnie z domu? Dlaczego nie potrafimy współżyć w miłości? Zazwyczaj nie szukamy przyczyn, skupiamy się na skutkach. I wchodzimy w pogańską modlitwę: staramy się przekonać bóstwo, by zainteresowało się naszym problemem. To ja jestem w centrum modlitwy, a bóstwo ma zwrócić na mnie uwagę. Muszę przekonać Pana Boga, by mój mąż przestał pić. Napisałam już do Lourdes i do Fatimy. Jeszcze tylko San Giovanni Rotondo, a jeśli i to nie pomoże, to Leśniów (śmiech). W centrum modlitwy chrześcijanina jest Jezus. To On zaprasza mnie do rozmowy, widzi mój płacz, chce dać mi światło poznania i pokazać korzenie grzechów.

    Jezus pokazał tej odrzuconej matce przyczynę odrzucenia. Miała poczucie niskiej wartości, mieszkała skromnie, niewiele zarabiała. Wstydziła się tego. Gdy wracała z pracy, słyszała wielokrotnie, jak jej zadowolone z siebie koleżanki, przechodząc obok sklepu z porcelaną, zachwycały się wielkim chińskim wazonem. – Ech, mieć taki w domu – wzdychały. Ta kobieta zakodowała informację: muszę go mieć, bo będę miała większą wartość w oczach koleżanek. I zaczęła oszczędzać jak szalona. Po roku kupiła upragniony, warty dwie pensje wazon. Weszła do domu i rzuciła do czteroletniego synka: – Zakaz dotykania wazonu! Umieściła go w centralnym miejscu, a synek codziennie słyszał: – Nie waż się go dotykać. (Nawiasem mówiąc, krew mnie zalewa, gdy widzę matki tłukące swych synów, bo podarli nowe drogie lewisy. Klasyczny maluch zrobił klasyczną dziurę, a one robią histerię).

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół