• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Strzał w serce

    Ostatnia deska ratunku - (z cyklu wielkopostnego Siedem słów z krzyża)

    |

    GN 10/2006

    dodane 04.03.2006 22:38

    Szamotanina pod kantorem. 25 lutego 1954 r. Jacques Fesch zaciska dłoń na pistolecie. Nie chce nikogo zabić, rewolwer zabrał jedynie dla zastraszenia personelu.

    Chce zabrać z kasy pieniądze i jak najdalej zwiać. Koledzy już dawno uciekli. Chłopak wpada do kantoru jak szaleniec. Widząc, że nie ma w nim pieniędzy, uderza bankiera kolbą rewolweru i ucieka. Rusza pogoń.

    Widząc przed sobą policjanta, przerażony pociąga za spust. Nie jest dobrym strzelcem, strzela przez materiał płaszcza, a po drodze zgubił nawet okulary, a jednak kula trafia prosto w serce. Zostaje skazany na śmierć.
    Do więziennej celi puka kapłan: Czy możemy porozmawiać? – Nie, ojcze. Nie mam wiary, proszę się nie trudzić.

    Każda minuta dłuży się w nieskończoność. Niespodziewanie w życiu skazańca wydarza się coś, czego sam nie potrafi nazwać. – Nagle w ciągu kilku chwil uzyskałem wiarę. Absolutną pewność – pisze. Dokonuje się przemiana. – Jestem tą samą osobą, co przed tragedią: nadal słabą i grzeszną, ale poznałem miłość Chrystusa. Nie mogę się doczekać, kiedy wpadnę w Jego ramiona – pisze do swojej sześcioletniej córeczki.

    30 września 1957 roku, w ostatnią noc przed egzekucją, drżącą dłonią notuje: To już jutro koło czwartej rano. Niech się dzieje wola Pana we wszystkim. Jestem pewien, że Jezus da mi męczeńską śmierć. Mam uwielbić Jego święte imię i wiem, że się tak stanie. Oczy mam utkwione w krucyfiks. Nie odrywam wzroku od ran Zbawiciela. Czekam na Miłość. Już za pięć godzin zobaczę Jezusa..

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół