• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Cena wierności

    Rocco Buttiglione, politolog, polityk, publicysta

    |

    GN 40/2008

    dodane 06.10.2008 12:02

    Jaką cenę może zapłacić polityk za wierność chrześcijańskim wartościom?

    Przekonał się o tym prof. Rocco Buttiglione, kiedy Parlament Europejski odrzucił jego kandydaturę na członka Komisji Europejskiej za poglądy na temat homoseksualizmu. Opowiedział o tym podczas Kongresu Kultury Chrześcijańskiej w Lublinie. Publikujemy obszerne fragmenty wystąpienia prof. Buttiglionego.

    To, co się wydarzyło, jest dobrze znane. Przedstawiono moją kandydaturę na członka Komisji Europejskiej. W parlamencie narodowym oceniamy polityczną bliskość idei – na przykład kandydata na ministra – z naszymi ideami, natomiast w Parlamencie Europejskim nie chodzi o ocenę polityczną. Komisarze nominowani są bowiem przez poszczególne rządy, które reprezentują różne opcje polityczne. Dlatego osoby, które nigdy nie mogłyby wspólnie tworzyć rządu narodowego, mogą i muszą zasiadać wspólnie w jednej Komisji Europejskiej.

    Podczas mojego przesłuchania nikt nie wysunął wątpliwości co do moich kompetencji zawodowych, a jednak socjaliści, liberalni demokraci, zieloni i komuniści zagrozili, że jeśli nie zrezygnuję z kandydowania, będą głosować przeciw Komisji. Uznano, iż nie jestem godny moralnie, aby pełnić funkcję komisarza europejskiego. Dlatego, że powiedziałem to, co o homoseksualizmie mówi Katechizm Kościoła Katolickiego. Gdyby takie kryterium zastosowano w przeszłości ani Konrad Adenauer, ani Alcide De Gasperi, ani Robert Schuman nie mogliby być komisarzami europejskimi.

    Ostrożnie jak Nikodem
    Niektórzy chwalili mnie za odwagę, inni zarzucali nazbyt ostentacyjne manifestowanie swojej wiary. Nie zasługuję ani na pochwały, ani na krytykę. Zachowałem się jak nader ostrożny chrześcijanin, prawie jak Nikodem, który przyszedł do Jezusa w nocy, gdyż bał się uczonych w Piśmie i faryzeuszów. To nie ja wprowadziłem do dyskusji publicznej słowo „grzech”, tak silnie obciążone emocjonalnie. Uczynili to moi przeciwnicy podczas przesłuchania. Wiele lat, które poświęciłem studiowaniu i nauczaniu filozofii, sprawiło, że nie potrafiłem omijać pytań i mówić tak, aby nie powiedzieć niczego (umiejętność takiego mówienia jest sztuką, która może się przydać politykowi).

    Odpowiedziałem zatem, mówiąc minimum tego, co powinien powiedzieć chrześcijanin, nie odważny, raczej bojaźliwy: „Mogę sądzić, że homoseksualizm jest grzechem, ale nie ma to żadnego znaczenia politycznego, dopóki nie mówię, że homoseksualizm jest przestępstwem”. Tego nie mówię. Z przekonaniem przyjmuję zasadę niedyskryminowania osób homoseksualnych. Jeśli wszyscy grzesznicy mieliby być karani, to wszyscy trafilibyśmy do więzienia – ze mną na czele. Czym innym jest poziom polityki i prawa, a czym innym poziom osądu moralnego. Parlament Europejski nie ma prawa ingerować w moje sumienie i mówić mi, co mam myśleć.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół