• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Wysoka, woj. lubuskie

    Magdalena Kozieł

    |

    GN 31/2010

    dodane 03.08.2010 12:27

    Chleb prosto z pieca, łosoś pieczony na dechach i cisza – oto "Gościnniec na Półwyspie" w lubuskiej Wysokiej.

    To gospodarstwo kryje się na półwyspie, otoczonym wodami jeziora Paklicko Małe. Wokół lasy. Stare budynki z kamienia i cegły służące niegdyś hodowli zwierząt, po remoncie stały się przystanią dla ludzi szukających odpoczynku. Takie właśnie miejsce znaleźli tu Jan i Hanna Gniewkowscy, którzy do Wysokiej przyjechali z Hamburga. – Tutaj człowiek czuje się wolny. W tej ciszy oddycham i myślę: „Boże, jaki tu spokój!”. Z głowy ucieka wszystko, co nie jest ważne – mówi Hanna. Razem z mężem na miejsce wypoczynku zawsze wybierają gospodarstwo agroturystyczne. – Pociąga nas bliskość natury – wyjaśniają.

    A tutaj jej nie brakuje. Z zimowego ogrodu lub z wielkiego drewnianego tarasu na dworze można wpatrywać się godzinami w jezioro. Gościniec ma swoją plażę i przystań, z której można wędkować, wybrać się na kajaki, popływać łodzią. – A jaka tu jest woda! Czysta, ciepła i taka miękka – zachwyca się Hanna. Są też konie, a spragnieni wrażeń mogą zwiedzić pobliskie turystyczne perełki Lubuskiego: bunkry w Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym, pocysterski klasztor w Paradyżu czy Łagów z zamkiem joannitów. – Po kilku dniach takiego zwiedzania goście wracają i już nigdzie nie chcą jechać, chcą po prostu w spokoju wypoczywać.

    Bo tu przyjeżdżają najczęściej ludzie zmęczeni pracą i zgiełkiem miasta. Marzą o ciszy i spokoju – mówi Jolanta Saj, która wraz z mężem Waldemarem prowadzi gościniec. Nie ma tu telewizora. – Goście schodzą
    się ze swoich pokojów na dół do jadalni, siadają przed kominkiem lub na tarasie i zaczynają rozmawiać. Tworzy się domowa atmosfera – zapewnia Jolanta. Potwierdzają to goście. – Tutaj każdy czuje się wyjątkowy i ważny. Atmosfera jest taka, że ludzie otwierają się na siebie – przekonuje Hanna. Znajomości zacieśnia się najlepiej przy wspólnym stole, do którego goście siadają razem z gospodarzami. – W naszej kuchni bazujemy na produktach ekologicznych. Gotujemy to, co niesie ze sobą pora roku – wyjaśnia gospodyni.

    Są też wyjątkowe kulinarne dni. W piątek do pieca chlebowego trafia §™ bochenków chleba, a w sobotę wokół ognia, rozpięte na specjalnych deskach, pieką się łososie. – To miejsce wyjątkowe. Wrócimy tutaj na pewno na grzybobranie – mówią Gniewkowscy. Wyjątkowe jest na pewno nie tylko przez ciszę, wodę i dobrą kuchnię. – Żeby prowadzić agroturystykę, trzeba lubić ludzi. My się po prostu z nimi zaprzyjaźniamy – mówią Jolanta i Waldemar Sajowie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół