• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Ksiądz Jerzy pomaga

    Tomasz Gołąb, zdjęcia Jakub Szymczuk, Henryk Przondziono, Tomasz Gołąb

    |

    GN 22/2010

    dodane 02.06.2010 14:36

    Grób na Żoliborzu oplata różaniec z wielkich polnych głazów. Ułożone w kontur Polski, symbolizują kamienie, którymi esbecy obciążyli worek z ciałem ks. Jerzego, wrzucony do wody na tamie we Włocławku. Miejsc kultu ks. Jerzego jest w Polsce więcej.

    Kiedy 30 października 1984 r. gen. Kiszczak obwieszczał, że w Wiśle znaleziono ciało ks. Popiełuszki, w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu trwała Msza w intencji zaginionego kapłana. Do tej pory wszyscy mieli nadzieję, że odnajdzie się w esbeckim areszcie – że żyje. – Właśnie dotarła wiadomość, że ks. Jerzy… – ks. Andrzej Przekaziński urwał w pół zdania. Ktoś próbował dokończyć – nie dał rady. – „Ojcze nasz” – zaintonował ks. Feliks Folejewski, pallotyn. Kiedy doszedł do „i odpuść nam nasze winy, jako i my…”, i jemu głos uwiązł w gardle. Tego wieczora okazała się ona jedną z najtrudniejszych w jego kapłańskim życiu.

    Dni między wiadomością o wyłowieniu ciała ks. Jerzego z nurtów Wisły a pogrzebem nawet dla kapłanów były szokiem. – Były chwile, gdy spowiadali całe dni i noce. Przy konfesjonałach klękali także ci, którzy z Kościołem nie mieli wiele wspólnego przez dziesiątki lat. Dla mnie to działanie ks. Jerzego – mówi proboszcz parafii św. Stanisława Kostki w Warszawie ks. prał. Zygmunt Malacki. W nocy z 19 na 20 października ks. Jerzy przyśnił się wielu osobom. Nawet takim, które nigdy go nie widziały i rozpoznały, gdy zobaczyły zdjęcie w komunikatach o „zaginięciu”. – Jedno z takich świadectw bardzo przyspieszyło proces beatyfikacyjny – twierdzi postulator ks. Tomasz Kaczmarek.

    Módlcie się, to zobaczycie
    Szlak ks. Jerzego zaczyna się w Okopach na Podlasiu, gdzie błogosławiony spędził 18 lat. Z murowanej, niepozornej chałupy wychodzi o lasce 90-letnia staruszka. To mama ks. Jerzego, Marianna. – Modli się Pani do ks. Jerzego? – pyta dziennikarka. – A skąd. Ja się modlę do Boga. I pani też to radzę – rzuca trzeźwo, ale życzliwie pani Marianna. – A czy Pani syn pomaga? – dopytuje dziennikarka. – Módlcie się za jego wstawiennictwem, to sami zobaczycie – zachęca mama męczennika.

    Od śmierci ks. Jerzego, 19. dnia każdego miesiąca w parafialnym kościele w Suchowoli zamawiała Mszę św. w intencji beatyfikacji ks. Jerzego. Bóg wysłuchał. I pozwolił jej przeżywać wyniesienie syna na ołtarze. Po śmierci ks. Jerzego mówiła, że pierwsze seminarium miał w domu. Wstawał o piątej, żeby na siódmą w Suchowoli służyć do Mszy św. Dziś przy kościele Świętych Piotra i Pawła jest jego symboliczny grób, a po drugiej stronie ulicy – izba pamięci, z chrzcielnicą, ornatem, dokumentami i świadectwami jego kultu. Wkrótce w Suchowoli będą też relikwie ks. Jerzego.

    Ksiądz Jerzy jest nasz
    Na rynku w Suchowoli leży głaz, wyznaczający geograficzny środek Europy. Przed wojną kwitł tu handel, głównie końmi i płodami rolnymi. Dziś jest spokój. Ale ludzie wychodzący po wieczornym nabożeństwie z kościoła, w którym do Mszy służył dorastający Alek Popiełuszko, są dumni z miejsca, w którym żyją. – Wy w Warszawie to sobie myślicie, że ks. Jerzy jest wasz, że tego błogosławionego to ukształtowało wojsko albo seminarium. A on jest stąd, od Matki Bożej Ostrobramskiej. To ziemia, w której ludzie, witając się, mówią: szczęść Boże, a przy pracy: Boże dopomóż – mówi Edmund Gabler, historyk z miejscowej szkoły. Ludzie dopytują, w czym ks. Jerzy pomaga? Jego brat, Stanisław, nie musi mówić wiele. Złośliwy nowotwór języka lekarze chcieli wycinać już 14 lat temu. Nie zgodził się. Lekarze mówią: cud. O takie cuda modli się wiele osób związanych z ks. Jerzym: także proboszcz z Żoliborza i proboszcz z Bydgoszczy, gdzie ks. Jerzy odprawił ostatnie nabożeństwo.

    Ks. Jerzy i Peru
    Do drzwi żoliborskiej plebanii codziennie pukają ludzie, pytając o relikwie ks. Jerzego. W komputerze ks. Malackiego są nawet prośby z tak egzotycznych miejsc jak Boliwia czy Peru. Ale na relikwie liczyć mogą jedynie parafie, które przyjmą bł. ks. Jerzego za patrona. I kościoły z miejscowości związanych z jego życiem i męczeństwem, czyli z Bydgoszczy, gdzie odprawił ostatnie nabożeństwo, z Torunia, w pobliżu którego został porwany, i z Włocławka, gdzie między 4 i 5 filarem tamy oprawcy wrzucili jego ciało w nurt Wisły. Po drugiej stronie Wisły buduje się pierwszy kościół pod wezwaniem ks. Jerzego. Ludzie pamiętają jednak nie tylko w tym miejscu. Przed Toruniem, w Górsku, pod kilkunastometrowym białym krzyżem opartym o ziemię, też stale palą się znicze.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół