• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Wielkie święto mniejszych

    Marcin Jakimowicz

    |

    GN 40/2009

    dodane 02.10.2009 09:13

    Osiem wieków temu odziany w łachmany Franciszek padł na kolana przed potężnym Innocentym III, który… odesłał go do świń. Radykalizm Biedaczyny z Asyżu zawstydza dziś 30 tys. świętujących ustne zatwierdzenie reguły braci w czarnych, brązowych i szarych habitach.

    Kontrast był ogromny. Odziany w łachmany Franciszek padł na kolana przed najpotężniejszym człowiekiem Europy. – Proszę o pozwolenie na życie wedle Ewangelii. W całkowitej prostocie – wyszeptał. Innocenty III – jak wspominają kronikarze – spojrzał z pogardą na żebraka i rzucił: „Bracie, idź raczej do świń, do których macie więcej podobieństwa niż do ludzi. Wytarzaj się razem z nimi w gnoju, a gdy zostaniesz już ustanowiony ich kaznodzieją, możesz wtedy wyłożyć ich regułę”. Porażające słowa. Atak nie z zewnątrz, ale z serca Kościoła, który Franciszek tak bardzo ukochał. Ogromna lekcja pokory. Większość z nas odwróciłaby się na pięcie. A Franciszek? Wstał i poszedł do świń. Wytarzał się w gnoju. Gdy po raz drugi stanął przed Innocentym III, spojrzał mu w oczy i powiedział: „Panie, uczyniłem, co mi nakazałeś. Posłuchaj teraz mojej prośby”. Efekt? Papież ustnie zatwierdził franciszkańską regułę.

     

    Benedykt XVI, przed którym 18 kwietnia br. zgodnie padli na kolana generałowie trzech zgromadzeń – gałęzi zakonu franciszkańskiego, nie odesłał ich do świń. Przyjął ich z otwartymi ramionami. Jego decyzji nie musiał poprzedzać proroczy sen o ubogim mnichu, który podtrzymuje spękane kolumny bazyliki na Lateranie. Benedykt wiedział, jak potężną bronią dysponują bracia mniejsi. Ich arsenałem są: posłuszeństwo, czystość i ubóstwo. Trzy symboliczne węzły na cingulum – białym sznurze – wspólnym elemencie habitów zakonników trzech gałęzi zakonu. Łączą ich nie tylko węzełki. To właśnie mają pokazać obchody jubileuszu w Krakowie.


    Bracia mniejsi w epoce Big Brothera
    Różne są początki nowych zgromadzeń. Karol de Foucauld marzył o założeniu wspólnoty, a zmarł samotny jak palec, pisząc dramatyczne słowa: „Ziarno umiera, nie przynosząc owocu. Ja, który tylko potrafię marzyć, niczego w życiu nie osiągnąłem”. A Franciszek? Umierał otoczony ogromną wspólnotą… 5 tys. mężczyzn. To nieprawdopodobne. Jaki ogień musiał w nim płonąć, skoro Biedaczyna porwał za sobą tłum porównywalny frekwencją do tego na meczu czołowej drużyny ekstraklasy!

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół