• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Gdzie ci oazowicze?

    Jacek Dziedzina

    |

    GN 32/2009

    dodane 06.08.2009 23:02

    W mediach, polityce, biznesie i na planie filmowym. Tak, tutaj też trafiają ludzie z oazową przeszłością. Mają niezłe przygotowanie.

    Z czym najczęściej kojarzy się oaza? Z gitarą, wesołą młodzieżą, emocjonalnym przeżywaniem wiary i… długimi spódnicami dziewcząt. Nie jest to całkiem fałszywy obraz, ale jednak dość powierzchowny. Nie tylko dlatego, że bogata formacja, zespół pojęć i przeżyć oraz teologia Ruchu Światło–Życie wykraczają daleko poza wymienione wyżej obrazki. Także dlatego, że oazę sprowadza wyłącznie do młodzieńczej przy-gody nastolatków. A tymczasem z tej przygody wyrastają często liderzy życia publicznego. Niektórzy nawet na ministerialnym stołku nie zapominają, skąd pochodzą. Są wszędzie. Jak ci z Opus Dei.

    Politycy z przeszłością
    Paweł Kowal zaczyna nowe życie w Strasburgu i Brukseli. Został wybrany do Parlamentu Europejskiego. Po latach obecności w polityce krajowej (m.in. jako wiceminister spraw zagranicznych) przyszedł czas na perspektywę europejską. Niewiele osób jednak wie, że przez całe lata przyszły europoseł działał w Ruchu Światło-Życie, w diecezji rzeszowskiej. – Przeszedłem całą formację oazową, od Dzieci Bożych, po formacje dorosłych, byłem też animatorem z krzyżem animatorskim po błogosławieństwie – mówi Kowal. Prowadził nie tylko oazy diecezjalne, ale też oazy wędrowne po górach, w czasie których odbywała się normalna formacja. – W ten sposób przeszliśmy kilkakrotnie niemal całe polskie góry – wspomina. Uważa, że już ten etap był formą zaangażowania publicznego: teatry oazowe, organizacja dni dziecka itd. – Polityka była tylko kontynuacją – podkreśla. I dodaje, że chociaż sama oaza nie miała bezpośredniego wpływu na decyzję o podjęciu działalności politycznej, to jej wpływ na postępowanie w roli polityka jest dla niego niezaprzeczalny. – Jeśli mam pokusę, żeby kogoś zaatakować, to wolę jednak odnieść się do sprawy, a nie do człowieka; to chyba zostało mi z funkcji animatora. Trzeba ostro odnosić się do sprawy, ale oszczędzać człowieka – dodaje. W czasie kampanii wyborczej do europarlamentu pojechał do Krościenka, do Centrum Ruchu Światło–Życie. To tam spotkał innego posła PiS, Edwarda Siarkę, i dzięki temu obaj dowiedzieli się, że łączy ich doświadczenie oazy.'

    Oazowej przeszłości nie wstydzi się także Jerzy Polaczek, m.in. były minister transportu. Był jednym z inicjatorów oaz polsko-słowackich. – W tym roku obchodzę symbolicznie 30. rocznicę przyjaźni z pewnym Słowakiem, Marcinem. Rok później (1980) odbyła się pierwsza oaza polsko-słowacka w Wiśle-Kozińcach – wspomina. Zaowocowało to wielką zażyłością z grupą z Bratysławy, której był animatorem od 1980 roku. Trzech ze słowackiej siódemki zostało księżmi. Marcin zaczął tłumaczyć piosenki oazowe na język słowacki. Jerzy Polaczek z Ruchem związany był do II połowy lat 80. – Ale nigdy nie zerwałem z tą przeszłością – zaznacza. – Najważniejsza dla mnie była idea nowego człowieka oparta na przesłaniu Ewangelii: człowieka wolnego wewnętrznie, nawet przy wszystkich ograniczeniach ze strony państwa totalitarnego – dodaje. Pod koniec lat 90. założył Centrum Kreowania Liderów Kuźnia, którego absolwenci znaleźli się potem w otoczeniu ministra.

    TVN Oaza
    Osoby z oazową przeszłością zasilają mocno kadrę grupy TVN. Tomasz Zubilewicz, prezenter pogody w TVN, TVN24 i TVN Meteo, mniej jest znany z działalności w Ruchu Światło–Życie. Pamięta nawet dokładnie, kiedy to się zaczęło: 10 grudnia 1978 r., podczas rekolekcji ewangelizacyjnych. Później przez kilkanaście lat jeździł na wakacyjne oazy, w ciągu roku zaś przechodził formację w parafii. Dzisiaj kontynuuje tę drogę w Ruchu Domowego Kościoła (czyli w oazie rodzin), choć, jak przyznaje, ma na to już mniej czasu. Swoją żonę także poznał na oazie. – Formacja w ruchu oazowym wyznaczyła pewien kierunek, którym nadal staram się podążać. Ruch odegrał nie tylko znaczącą, ale ogromną rolę w moim życiu. Próbujemy też z żoną wychowywać dzieci tak, żeby były związane z oazą – mówi Zubilewicz. W pracy ma kilku kolegów ze środowiska. – Nie będę ukrywał, że oni jakoś wyróżniają się na tle innych, możemy sobie śmiało porozmawiać o pewnych sprawach, mając do siebie zaufanie – dodaje. Także Marek Nowicki, znany redaktor m.in. z „Faktów”, nie wstydzi się oazowych doświadczeń. Z Ruchem związany był przez 10 lat. – Ta formacja kształtuje człowieka i jego wiarę, wzbudza pragnienie życia we wspólnocie, uświadamia, czym jest Kościół, i w tym sensie przygotowuje do dorosłego życia. To doświadczenie żywej wiary, bycia we wspólnocie mam ciągle w sobie. To mnie ukształtowało na całe życie – mówi. Przeszedł całą formację oazową, był też animatorem grupy. – Spotkanie z oazą zaczyna się najczęściej w wieku dojrzewania. To czas poszukiwania wartości, prawdy, autentyczności, zadawania pytań. Ja znalazłem tę autentyczność w oazie – dodaje Nowicki. I nie rozumie, dlaczego niektórzy dziwią się, że po oazie można pracować w „takiej telewizji”. – Dlaczego TVN miałoby być miejscem, w którym chrześcijanie nie mogliby pracować? – pyta.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół