• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Fiskusie - nie kradnij

    Tomasz Rożek

    |

    GN 24/2009

    dodane 11.06.2009 17:23

    Podatki mogą być sprawiedliwe, a pieniądze, jakie państwo od obywateli dostaje, mogą być wydawane z głową. Niestety, w Polsce podatki są niesprawiedliwe, a budżet trwoniony bez opamiętania.

    Czy podatki w ogóle mogą być sprawiedliwe? Dyskusja na ten temat trwa od setek, a może nawet tysięcy lat. Pismo Święte każe oddać Bogu co boskie, a cesarzowi, co cesarskie. Czy to napomnienie, że podatki należy płacić? Wszystkie podatki, w każdej wysokości? Każdy system podatkowy ma u swych podstaw pewne założenia moralne. Wysokość czy rodzaj podatków są zależne od tego, jak państwo i jego funkcje zostają zdefiniowane. Inne są podatki, gdy jednostka (rodzina) jest na pierwszym miejscu, a inne, gdy podstawową wartością jest silne państwo czy zbiorowość obywateli. Nie sposób, mówiąc o podatkach, nie mówić o wartościach i o sprawiedliwości.

    Podatki sprawiedliwe?
    Najwięcej dyskusji wzbudza opodatkowanie pracy. „Problemem kluczowym etyki społecznej jest sprawa sprawiedliwej zapłaty za wykonywaną pracę” – pisał Jan Paweł II w encyklice „Laborem exercens”. Wiele lat wcześniej (w 1893 roku) inny papież, Leon XIII, w encyklice „Rerum novarum” pisał, że wysokie podatki stanowią zamach na święte prawo własności. Czy sprawiedliwy jest podatek progresywny, czyli taki, w którym osoba lepiej zarabiająca płaci nieproporcjonalnie więcej od kogoś, kto zarabia mniej? Nieproporcjonalnie, bo więcej z powodu skali procentowej i więcej z powodu wyższego progu podatkowego. Co ciekawe – biorąc pod uwagę nie tylko progi podatku dochodowego, ale także składki ubezpieczeniowe – najwyższa progresja dotyka wynagrodzeń z drugiego progu skali podatkowej. A więc nie tych, którzy zarabiają najwięcej, tylko tych, którzy się dorabiają, tzw. klasę średnią. Co z godnością człowieka i prawem do uczciwego wynagrodzenia za uczciwą pracę?

    Nieporozumieniem jest w ogóle nazywanie PIT podatkiem dochodowym. – Dochód to coś, co zostaje po odliczeniu wydatków – pisał niedawno prof. Michał Wojciechowski, teolog z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego i ekspert Centrum im. Adama Smitha. W deklaracjach PIT powinno się zatem uwzględniać wszystko to, co podatnik musi kupić, by móc pracować. Tymczasem w polskim systemie nie sposób uwzględnić np. kosztów kształcenia, jedzenia, mieszkania czy ubrania. Czy bez tego możliwy byłby dochód? Przecież mieszkanie, a w niektórych przypadkach także garnitur czy samochód, stanowi niezbędny koszt wykonywania pracy. Czy sprawiedliwe jest ściąganie podatku od zysków firm, skoro gdy te mają straty, państwo nie jest skore w nich partycypować? A podatek VAT od produktów, które oddaje się biednym? A podatek, jakim do niedawna był abonament telewizyjno-radiowy? Obowiązywał nawet tych, którzy oglądali inne kanały niż telewizji publicznej. Podatek drogowy ukryty w cenie paliwa tylko w niewielkim procencie idzie na drogi. Przykłady nieuczciwości podatkowej można wymieniać bardzo długo.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół