Nowy Numer 07/2018 Archiwum

Religia mobilizuje

Z profesorem Markiem Szczepańskim, socjologiem z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, rozmawia Jacek Dziedzina

Jacek Dziedzina: Praktykuję, więc głosuję. Tak by wynikało z badań socjologicznych. Czy to nie za bardzo uproszczone wnioskowanie?
Prof. Marek Szczepański: – Nie jestem zaskoczony tymi wynikami. Na Uniwersytecie Śląskim od wielu lat prowadzimy badania nad aktywnością obywatelską. I okazuje się, że tylko 12 osób na 100 robi cokolwiek na rzecz społeczności lokalnej. Gdzie? W szkole, w parafii i – co najbardziej zaskakuje – we wspólnocie mieszkaniowej. Tak więc nasza działalność obywatelska nie jest zbyt wysoka, ale jeśli już ktoś się angażuje, to m.in. właśnie w parafii.

Dlaczego bardziej praktykujący częściej się angażują w życie społeczne? Bo częściej słuchają listów biskupów?
– Myślę, że najważniejszą rolę odgrywa jednak imperatyw wewnętrzny, nakaz sumienia. Przecież religia sama w sobie pełni rolę mobilizującą człowieka. Ale listy duszpasterskie i możliwość ich słuchania przez bardziej praktykujących także robią swoje, bo duszpasterze podkreślają w nich, że uczestnictwo w wyborach jest obowiązkiem katolików. Także sama organizacja wewnątrz parafii sprzyja dyscyplinie w sprawach społecznych. Dostrzegam zatem ten związek między praktykami religijnymi a frekwencją wyborczą, ale daleki byłbym od stwierdzenia, że faktem jest postawa: jestem katolikiem – idę na wybory. Polska, jako kraj katolicki, powinna celować we frekwencji, a tak przecież nie jest.

To jak z tym imperatywem wewnętrznym katolików?
– Ludzie myślą: Tak, wiem, że trzeba iść głosować, ale cóż znaczy jeden głos? To jest niskie poczucie sprawstwa, wpływu na rzeczywistość. Pojawia się zatem pęknięcie między imperatywem „głosuj” a niskim poczuciem znaczenia swojego głosu. Poza tym wiele osób mówi, że nie znajduje takiej partii lub kandydata, który reprezentowałby ich poglądy.

Kto jeszcze podbija frekwencję wyborczą?
– Znam badania, które wskazują, że nie tylko aktywni katolicy, ale też zaangażowani internauci są skłonni bardziej uczestniczyć w życiu społecznym. Zatem do takich czynników jak religia dodać trzeba też nowe wspólnoty sieciowe.

« 1 »
oceń artykuł

Reklama