• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Polacy są czarni

    Marcin Jakimowicz

    |

    GN 36/2008

    dodane 04.09.2008 15:13

    Jeśli gospel kojarzy ci się z rozkołysanym chórem ciemnoskórych wokalistów, masz rację. Tylko dlaczego tak znakomicie w rolę czarnych wcielili się Polacy?

    Na zakończenie warsztatów GoGospel w Katowicach tysiące młodych ludzi wypełnia ogromną katedrę. Podczas ubiegłorocznych, organizowanych w Poznaniu, śpiewał chór złożony z ponad tysiąca młodych. W czasie akcji ewangelizacyjnej ProChrist w katowickim Spodku występuje naraz 1300 śpiewaków z 44 chórów. Nie ma chyba w Polsce większego miasta, gdzie nie odbywałyby się warsztaty gospel. Niebawem w Warszawie zaśpiewa Kirk Franklin, największa gwiazda tego gatunku. Dlaczego ta czarna muzyka tak łatwo zadomowiła się nad Wisłą?

    Gejzer
    – Wiele razy słyszałam świadectwa ludzi, których Pan Bóg dotknął w czasie, gdy śpiewali gospel. Nawet jeśli zaczynali śpiewać jako niewierzący. Nic dziwnego. Te pieśni to przecież wyśpiewana Ewangelia – opowiada Lea Kjeldsen ze Stowarzyszenia Gospel. Przyjechała z Danii 16 lat temu. Zamieszkała w Krakowie. Początkowo nie znała słowa po polsku. Kiedyś weszła do warzywniaka i poprosiła o dwa… kaloryfery. Dziś mówi znakomicie. Od dziesięciu lat prowadzi jedne z najlepszych w kraju warsztaty gospel. – Gdy przyjechałam do Polski, nie śpiewano tu prawie w ogóle tej muzyki – opowiada. – Czasami jakieś zespoły wykonały jedynie a cappella piosenki negro spirituals. Wiedziałam, że Ewangelia jest ta sama, a ludzie tak samo jej potrzebują, ale musimy zmienić formę przekazu. Gdy dziesięć lat temu ogłosiliśmy warsztaty gospel w Krakowie, zgłosiło się 45 osób. Dziś na tego typu imprezy zapisuje się ich około 600.

    Podobne warsztaty ruszyły w całej Polsce. Spotkania z czarną muzyką uwielbienia wyrastają jak grzyby po deszczu. Jak wyglądają takie warsztaty? To zazwyczaj dwa dni modlitwy i śpiewu. – Uczymy się 5–10 piosenek, które potem wszyscy razem wykonujemy na scenie. Trzeba wybrać utwory, które nie są ani zbyt łatwe, ani trudne. Tak by można było nauczyć się ich przez 2 dni – opowiada Agnieszka Kleczkowska. Wiele razy uczestniczyła w podobnych warsztatach. Przez kilka lat śpiewała w łódzkim chórze gospel Good News Singers. W samej Łodzi działa dziś co najmniej 5 takich zespołów – Kulminacyjny moment? Koncert na zakończenie. Spontaniczny wybuch radości. Atmosfera na takim koncercie jest nieprawdopodobna. Trudno ją opisać słowami. Dwa dni uczysz się piosenek, a potem śpiewasz je na scenie. Gdy włącza się jeszcze jazzowa sekcja, to jest już istne szaleństwo. Zawsze największą trudnością jest zakończenie takiego koncertu. Nikt nie chce wyjść z kościoła. Półtorej godziny to zbyt mało. Ludzie są tak nakręceni, że mogliby śpiewać przez następne półtorej. Tak jest co roku. Dlaczego Polacy coraz chętniej sięgają po tę muzykę? Może dlatego, że nasze pieśni liturgiczne nie porywają? – zastanawia się Agnieszka. – Są statyczne. Nawet chorał, choć piękny (sama śpiewałam go niedawno na festiwalu w Jarosławiu), jednak nie porywa. A gospel to gejzer radości, uwielbienia.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół