• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Sierp, młot i różaniec

    Leszek Śliwa

    |

    GN 19/2007

    dodane 09.05.2007 13:46

    Brazylia jest krajem, w którym mieszka najwięcej na świecie katolików. Jednak co roku ponad milion spośród nich porzuca katolicyzm. Papieża czeka trudna i ważna misja: uratować Brazylię dla Kościoła. Brazylię i całą Amerykę Łacińską.

    W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku katolicyzm wyznawało 90 procent Brazylijczyków. W roku 1991 już tylko 83 procent. Mówiło się wtedy, że to mało, bo Jan Paweł II potępił teologię wyzwolenia – ideologię próbującą połączyć marksizm z katolicyzmem. Wielu wiernych odeszło wówczas od Kościoła. Minęło 16 lat. Narodowa Konferencja Biskupów Brazylii przeprowadziła nowe badania. I oto okazało się, że jest coraz gorzej. Dziś zaledwie 67 procent Brazylijczyków to katolicy. Ten kraj, a wraz z nim cała Ameryka Łacińska, błyskawicznie, coraz szybciej, oddala się od Kościoła.

    Nikt na niego nie czeka?
    Miesiąc temu agencja Datafolha zapytała brazylijskich katolików, jak nazywa się nowy papież. Ponad połowa nie wiedziała. Kiedy przyjechałem do Brazylii tydzień przed papieską pielgrzymką, zdumiała mnie niezwykła obojętność otaczająca osobę Benedykta XVI. Na ulicach nie było ani jednego plakatu witającego papieża. W stacjach telewizyjnych o przygotowaniach do wizyty Ojca Świętego mówiono w półminutowych migawkach przed sportem i pogodą. W gazetach pojawiały się od czasu do czasu wzmianki na ostatnich stronach. Wyglądało na to, że na Benedykta mało kto czeka. Mało kto spodziewa się po nim czegokolwiek.

    – Sam jestem trochę zaskoczony. Kiedy przyjeżdżał Jan Pa- weł II, atmosfera była zupełnie inna. Może Brazylijczycy za bardzo kojarzą Benedykta z tym, że jeszcze jako kardynał ostro zwalczał teologię wyzwolenia? Co prawda polski papież też to robił, ale z drugiej strony miał bezpośrednie podejście do ludzi. Umiał do nich dotrzeć. Brazylijczycy bardzo to cenili. Tu często się zdarza, że jak ksiądz idzie ulicą, to przechodnie, nawet ci, którzy nie chodzą do kościoła, zatrzymują go i proszą o błogosławieństwo. Może wciąż pokutuje niesprawiedliwa opinia, że Benedykt jest chłodny i „pancerny”? Mam nadzieję, że przekona do siebie Brazylijczyków – zastanawia się o. Jan Flig SCh, duszpasterz Polonii w Săo Paulo, który w Brazylii pracuje od 18 lat.

    Litania zbuntowanych
    1 maja, plac przed katedrą w Săo Paulo. Las czerwonych sztandarów, wiele z nich z sierpem i młotem. Mnóstwo czerwono-czarnych flag anarchistów. Liderzy przez megafony wykrzykują hasła, młodzież rozdaje gazetki i ulotki. Czuję się tak, jakbym znalazł się w Rosji przed rokiem 1917. Trabalho para todos! (Praca dla wszystkich!), Fora da imperialismo de Bush! (Precz z imperializmem Busha!) – słyszę przez megafony. W Brazylii od kilku lat rządzi lewicowy prezydent Luiz Inácio Lula da Silva. Dla wiecujących jest jednak za mało lewicowy. Nazywają go „pachołkiem Busha”.

    Wchodzę do katedry i klękam, by w ciszy się pomodlić. Ale tu też dopada mnie ryk megafonów. Viva la revoluçăo marxista-leninista-trotskista! (Niech żyje rewolucja marksistowsko-leninowsko-trockistowska!), Viva la ditadura proletária! (Niech żyje dyktatura proletariatu!) – rytmicznie wykrzykiwane hasła wypełniają wnętrze katedry jak swoista modlitwa, jak litania. Nie da się modlić. Wstaję i rozglądam się. A jednak sporo ludzi wydaje się być pogrążonych w modlitwie. Niektórzy mają na sobie koszulki komunistycznych związków zawodowych... Tego dnia komuniści i anarchiści w Săo Paulo wiecowali wspólnie, w wielu dzielnicach miasta. Łącznie zgromadzili 2 miliony ludzi.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół